Zielone risotto

A skoro macie już przepis na zielone curry, to mogę wam podać przepis na moje zielone rosotto. Przyznam od razu, iż moi chłopcy w przeciwieństwie do mnie i Kapsla nie przepadają za zielonymi warzywami. Jeśli papryka, to koniecznie czerwona, bo zielona jest beee, cukinia eee, hyyyy… nie bardzo, kalafior może być, ale brokuły beee. Takie mniej więcej jest podejście Olivera i Daniela, jeśli się ich zapytać o zdanie. Ale przecież u mnie w domu gotuję ja. A ja jestem zdania, że wszystko można zaczarować tak, by beee już nie było.
I dokładnie to risotto jest tego dowodem. Bo chociaż na codzień moi chłopcy na każde zielone warzywo kręcą nosem, to jednak tego risotta nie odmówią. A i nieraz się zdarzy, że przyjdą po dokładkę.

SKŁADNIKI (na 4 porcje):

* kilka łyżek dobrego oleju
* 2 cebule
* 4 – 5 ząbków czosnku
* 2 mniejsze cukinie
* 2 zielone papryki
* 300 g ryżu arborio lub innego do risotto
* 1 spory pęczek świeżych ziół, co tam macie (u mnie jest po trochu lubczyku, tymianku, bazylii, pietruszki i mięty)
* sok z jednej cytryny
* ok. 1 litr bulionu (może być z kostki)
* 2 czubate łyżeczki przyprawy curry zielone
* sól, pieprz

Obraną cebulę, umyte papryki i cukinie pokroić w kostkę. W głębokiej patelni rozgrzać olej i wrzucić na to cebulę z przeciśniętym przez praskę czosnkiem. Leciutko zeszklić. Dodać pokrojoną paprykę oraz cukinię. Wsypać przyprawę zielone curry, nieco posolić, popieprzyć. Smażyć wszystko przez parę minut.

Następnie wsypać ryż i znowu smażyć przez kilka minut, aż ryż nieco się jakby zeszkli. Potem stopniowo dolewać bulion i co jakis czas mieszając gotować risotto tak długo, aż ryż będzie miękki.
Risotto należy pilnować i co chwilę mieszać, by nam się nic nie przypaliło. W miarę potrzeby dolewać przy tym bulion.
Na koniec dodać sok cytrynowy, doprawić pieprzem i solą.
Umyte zioła drobno posiekać i wmieszać tuż przed podaniem do potrawy.

To risotto smakuje jeszcze lepiej gdy przed podaniem posypiemy je nieco startym parmezanem. Ale oczywiście i bez sera jest znakomite.
No bo jeśli udaje mi sie w nim przemycać zielone warzywa i moje chłopaki jeszcze domagają sie dokładki, to znaczy iż jest znakomite.

Curry zielone

Wreszcie mam nowy, cudowny elektryczny młynek do kawy. A skoro tak, to mogłam sobie zrobić tę przyprawę. Używam jej od dawna do wszelkich dań na warzywach, do zup. W przeciwieństwie do sklepowych past curry, które bazują na chilli, ta mieszanka jest łagodna i aromatyczna. Po zmieleniu przypraw uzyskamy piękny, zielony proszek o przyjemnym zapachu, który dodany do lecza, risotto, do gotowanych czy duszonych warzyw pod postacią każdą, na pewno nada waszej potrawie szlachetniejszego smaku.
Bardzo wam tę mieszankę przyprawiową polecam, bo jest warta tego, by nie tylko w mojej kuchni tańczyła w garnku z warzywami.

SKŁADNIKI:

* 1 czubata łyżka kurkumy
* 1 czubata łyżeczka czosnku
* 1 czubata łyżeczka cebuli
* 1 czubata łyżeczka imbiru
* 2 łyżeczki ziaren zielonego pieprzu
* 2 łyżeczki nasion kolendry
* 2 łyżeczki suszonych liści selera
* 2 łyżeczki suszonego czosnku niedźwiedźiego
* 2 łyżeczki suszonego szczypiorku
* 2 łyżeczki suszonego koperku
* 2 czubate łyżeczki soli
* 1 – 2 liście laurowe

Wszystkie przyprawy umieścić w młynku do kawy i zmielić na drobno. Przechowywać w szczelnie zamkniętym słoiczku, bez dostępu światła (czyli np w szafce kuchennej).

Kulki z sera

Bardzo fajnie wyglądają na talerzu, smakują też nieźle. Troszkę z nimi roboty, ale jeśli podamy gdzieś w ich pobliżu jeszcze winogrona, to zachwycą każdego miłośnika serów. Zastąpią chipsy i popcorn przed telewizorem i jestem pewna, że staną się furrorą na niejednym party.

SKŁADNIKI:

* 250 g twarogbiałego sera typu feta (byleby nie był zbyt słony)
* 250 g twarożku
* 300 g startego żółtego sera
* pieprz

do obtoczenia:
* 2 – 3 łyżeczki słodkiej czerwonej papryki
* 4 – 5 łyżek posiekanych dowolnych świeżych ziół
* 2 – 3 łyżki posiekanych lub zmielonych orzechów włoskich

Pokruszyć twaróg (lub fetę) do miski. Dodać twarożek oraz starty żółty ser. Popieprzyć i wyrobić wszystko na jednolitą masę, najlepiej przy pomocy nożyka miksera. (Można dodać jeszcze inny ser, np ser pleśniowy. Ja nie dodałam, bo nie miałam. Ale jestem pewna, że smakowałoby jeszcze lepiej.)
Z masy formować kulki trochę mniejsze niż orzech włoski. Część kulek obtoczyć w posiekanych ziołach, część w słodkiej papryce, a jeszcze część w zmielonych orzechach.

Nalewka ziołowa z cynamonem i rumiankiem

Przefiltrowałam do butelek moja kolejną nalewkę. Ma piękny złoty kolor i smakuje też całkiem nieźle. Tak naprawdę ma bardzo ciekawy smak, ziołowy, z wyrażnie wyczuwalną słodyczą rumianku. Nalewkę w butelkach schowałam teraz do naszego schowka, by nabrała szlachetności. Za kilka miesięcy smakować będzie z pewnością o niebo lepiej.

Przepis opochodzi z ksiązki „Dr.Oetker Kräuter von A-Z”. Ale nie nieco go podrasowałam dodając większą ilość żiół i cynamon.

SKŁADNIKI:

* 4 gałązki bazylii
* 4 gałązek szałwii (w mnie była to szałwia melonowa)
* 4 gałązki werbeny cytrynowej lub melisy cytrynowej
* 2 – 3 gałązki rozmarynu
* 7 – 8 listków stevii lub ok. 3/4 szklanki cukru (może być cukier kandyzowany)
* 1 limonka
* 2 trawy cytrynowe lub jeśli takowej nie macie, to 2 dodatkowe limonki
* 2 laski cynamonu
* 1 spora garść suszonych lub świeżych kwiatów rumianku
* 1 l dobrej jakościowo wódki

Limonki do porządku wyszorować szczoteczką pod gorącą wodą i osuszyć. Zetrzeć z nich skórkę i wrzucić ją od razu do słoja, w którym nastawimy naszą nalewkę. Następnie obkroić ostrym nożem z limonek białawą pozostałość skórki. Miąższ natomiast wrzucić do słoja.
Jeśli mamy trawę cytrynową to ściągnąć z niej zewnętrzny liść i odciąć samą końcówkę. Trawę przeciąć ukośnie na 2 – 3 kawałki i dorzucić do limonek.
Do słoja włożyć teraz opłukane i osuszone papierowym ręcznikiem zioła. Dorzucić laski cynamonowe oraz rumianek.

Jeśli użyjecie listków stevii jak ja, to lepiej je przed włożeniem do słoja nieco naderwać. Jeśli natomiast nie posiadacie stevii, to po prostu dosypcie do słoja cukier.

Wszystko zalać wódką. Słoik następnie zamknąć i odstawić na około 2 tygodnie w ciemne miejsce. Od czasu do czasu możemy nim lekko wstrząsnąć, tak by cukier się całkowicie rozpuścił.

Nalewkę potem przefiltrować najlepiej przy pomocy papierowych filtrów do kawy i rozlać do butelek.
Nalewka jest już gotowa, ale powinna postać jeszcze kilka tygodni czy miesięcy, dla nabrania lepszego smaku.

Nalewka na początku ma złoty kolor, jednak z czasem, w miarę dojrzewania staje się ciemniejsza, co oczywiście w niczym nie umniejsza jej smaku.

Naleweka miętowo – melisowo – limonkowa

Na moim balkonie rosną ziółka. No to przecież nie byłabym sobą gdybym nie wymyślała przerówżnych smakołyków, jakie można zrobić.
I tak też jakieś dwa tygodnie temu wpadłam na pomysł, by zrobić nalewkę miętowo – melisową. No przyznam szczerze, że oprócz mięty i melisy dodałam też nieco werbeny cytrynowej i stevii, ale jeśli nie macie tych ziół, to spokojnie możecie zrobić nalewkę bez nich. I powiem wam tyle: smakuje OBŁEDNIE!
I niby powinna sobie nasza gotowa nalewka jeszcze z kilka miesięcy poleżakować, by nabrała szlachetności, ale była taka pyszna, że z czterech 250ml bytelek jakie mi wyszły, jedną już wypiliśmy, bo takie to było dobre.
Resztę ukryłam, byśmy się mieli czym delektować w długie zimowe wieczory.

SKŁADNIKI:

* 2 garście świeżych listków mięty
* 1 spora garść świeżych listków melisy cytrynowej
* kilka listków werbeny cytrynowej jeśli takową macie, ale nie są one konieczne
* 7 – 8 listków stevii lub ok. 3/4 szklanki cukru
* 2 limonki
* 1 trawa cytrynowa lub jeśli takowej nie macie, to 1 dodatkowa limonka
* 500 ml spirytusu
* 500 ml wody

Limonki do porządku wyszorować szczoteczką pod gorącą wodą i osuszyć. Zetrzeć z nich skórkę i wrzucić ją od razu do słoja, w którym nastawimy naszą nalewkę. Następnie obkroić ostrym nożem z limonek białawą pozostałość skórki. Miąższ natomiast wrzucić do słoja.
Jeśli mamy trawę cytrynową to ściągnąć z niej zewnętrzny liść i odciąć samą końcówkę. Trawę przeciąć ukośnie na 2 – 3 kawałki i dorzucić do limonek.
Do słoja włożyć teraz listki mięty i melisy oraz jeśli macie listki werbeny cytrynowej.

Jeśli użyjecie listków stevii jak ja, to lepiej je przed włożeniem do słoja nieco naderwać. Jeśli natomiast nie posiadacie stevii, to po prostu weźmiecie cukier. Musicie go jednak rozpuścić właśnie w tej wodzie, którą będziemy dolewać do nalewki.

Zioła i limonki zalać wodą (jeśli nie mieliście stevii to wodą z rozpuszczonym w niej cukrem) oraz spirytusem. Słoik następnie zamknąć i odstawić na jakieś 10 – 14 dni. Od czasu do czasu możemy nim lekko wstrząsnąć.

Po tym czasie, gdy nalewka nabierze już ładnego zielonego koloru, musimy ją oczywiście przefiltrować. Nie polecam trzymania ziół zbyt długo w nalewce, bowiem kolor zielony może się potem zmienić na brązowy, co nie będzie już takie ładne. Przefiltrowaną nalewkę rozlać do ładnych butelek.

I pyszności nalewka jest gotowa.
Jak postoi kilka tygodni czy miesięcy, będzie jeszcze pyszniejsza. Z naszych 4 butelek do postania ostały się te trzy.

Gofry ziołowe

W domu mamy gofrownicę, więc co jakiś czas robimy z niej użytek. Ma to ten plus, iż można samemu tworzyć przeróżne gofrowe odmiany. Raz na słodko, a innym razem na słono. Dziś będzie ziołowo:

SKŁADNIKI (na 9 okrągłych gofrów):

* 4 jajka
* 200 g masła lub margaryny
* 300 g mąki
* 2 łyżeczki proszku do pieczenia
* ok 120 ml wody mineralnej gazowanej
* ok 120 ml jogurtu naturalnego
* pół posiekanej na drobno cebuli
* pól łyżeczki soli
* pól łyżeczki mielonego czosnku (przyprawa)
* 4 – 5 łyżek różnych posiekanych ziół (pietruszki, szczypiorku, koperku, tymianku, melisy, rozmarynu) – świeżych lub z mrożonych

ponadto:
* odrobina oleju do natłuszczenia gofrownicy przed pieczeniem pierwszego gofra

Jajka utrzeć razem z margaryną na puszystą masę. Mąkę wymieszać z proszkiem do pieczenia i dodać do masy na przemian z wodą mineralną. Następnie dodać jogurt. Na koniec wszystkie przyprawy i zioła.
Gofrownicę rozgrzać i dokładnie natłuścić (papierowym ręcznikiem lub specjalnym pędzelkiem)przed pieczeniem pierwszego gofra. Potem już nie potrzeba.
Upiec gofry na złotawy kolor.
Podawać najlepiej z jakims ziołowym dipem. Lub po prostu jak kto lubi.

Ziołowe oleje do sałatek

Lato w pełni i pewnie macie w ogódkach lub choćby w doniczkach na parapecie jakieś zioła.
Bardzo polecam wam przygotowanie oleju aromatyzowanego ziołami, który będzie świetnym dodatkiem do waszych sałatek. A zresztą nie tylko do sałatek, bowiem nadaje się on również do marynowania mięsa czy innych specyfiów.

W sklepach dostępne są przeróżne oleje aromatyzowane, ale z reguły są one cholernie drogie. Po jaką cholerę więc przepłacać, skoro możemy sobie sami przygotować taki olej i to nawet w kilku wersjach w zależności jakie smaki lubimy.

Ponadto zamiast np. drogiej oliwy warto użyć do tego oleju rzepakowego. Jest on dużo tańszy a zdrowszy, bowiem zawiera więcej nienasyconych kwasów tłuszczowych niż oliwa.

Ja do moich olejów aromatyzowanych używam właśnie dobrego oleju rzepakowego lub oleju z ostu (osetowego?).

No dobra, jak to zrobić?
Podstawą są z pewnością świeże zioła. Im więcej, tym lepiej. Należy je przed zalaniem olejem opłukać i dobrze osuszyć z wody np przy pomocy papierowego ręcznika.
Jeśli nie mamy zbyt wiele świeżych ziół, wtedy możemy dodać zioła suszone.
Oprócz ziół dodajemy to co lubimy.
Np startą skórkę cytrynową, czosnek, chilli, cynamon, pieprz itp.
Czosnek należy obrać i każdy ząbek poprzekrajać na 2-3 części. Chilli naciąć wzdłuż. Jeśli używamy przypraw (np pieprzu) to jedynie przypraw w całości, a nie mielonych. Jeśli chcemy użyć skórki z cytrusów, należy owoce najpierw dobrze wyszorować szczoteczką pod gorącą wodą. Potem zetrzeć samą skókę.

Ja zwykle przygotowuję kilka różnych wersji w około 250 ml słoikach lub butelkach. W ten sposób mogę sobie tworzyć potem różne kreacje smakowe sałatek.

A oto przykładowe moje wersje na ziołowe oleje.

olej ziołowo – czosnkowy

* 250 – 300 ml oleju rzepakowego lub oliwy
* 4 – 5 ząbków świeżego czosnku
* 1 gałązka świeżego rozmarynu
* garść innych świeżych ziół (oregano, majeranek, bazylia, tymianek – co tam mamy). Jeśli nie mamy świeżych ziół dodajemy po łyżeczce ziół suszonych


olej rozmarynowo – cynamonowy

* 250 – 300 ml dobrego oleju (u mnie olej z ostu)
* 2 – 3 laski cynamonu
* 4 – 5 gałazki świeżego rozmarynu


olej cytrynowo – tymiankowy

* 250 – 300 ml oleju rzepakowego lub oliwy
* skórka starta z 2 cytryn
* garść świeżego tymianku
* 1 łyżeczka ziaren zielonego pieprzu


olej oreganowy

* 250 – 300 ml oleju rzepakowego lub oliwy
* garść świeżego oregano
* 1 gałązka świeżego rozmarynu
* 1 łyżeczka ziaren czerwonego pieprzu


olej chilli

* 250 – 300 ml oleju rzepakowego lub oliwy
* garść dowolnych świeżych ziół
* 2 – 3 papryczki chilli

Do słoika lub butelek włożyć zioła i przyprawy. Zalać do samej góry olejem. Słoik zakęcić i schować do jakieś szafy na około 2 tygodnie. Powinien stać w temperaturze pokojowej, w ciemnym miejscu. Raz na jakiś czas nieco słoikiem „poszelątać”. Po dwu tygodniach możemy olej przelać przez drobne sitko i zlać do ładnych butelek.
Gotowe.

Frankfurter Grüne Sauce – zielony sos frankfurcki

Co prawda urodziłam się i wychowałam w poczciwym Kędzierzynie-Koźlu, ale już pół swojego życia spędziłam tu, we Frankfurcie. Polubiłam to miasto. Frankfurt ma wiele odcieni. To nowoczesność i historia. To beton, szkło, ale i masa zieleni. To drapacze chmur w centrum, ale i urocze stare uliczki, pełne ślicznych starych domów. To olbrzymie lotnisko, także ogromne blokowiska przeplatane parkami ale i rezerwat przyrody w środku miasta.
Mogę powiedzieć z pełną świadomością: kocham moje miasto.Tu jest teraz mój dom i tu moje miejsce na ziemi.

A skoro blog jest kulinarny, skoro czuję się być „frankfurterką”, to najwyższy czas na ten przepis.

Frankfurter Grüne Sauce to sos, którego podstawowym składnikiem są świeże zioła. Podobne sosy znane są w wielu kuchniach, np we włoskiej czy meksykańskiej jest to Salsa verde, kanaryjskiej Mojo verde. Każdy z tych sosów różni się nieco składnikami.
Ja chcę wam podać przepis na ten frankfurtowski.

Podstawą Frankfurter Grüne Sauce jest siedem ziół,:
ogórecznik (Borretsch), trybula (Kerbel), rzeżucha (Kresse), pietruszka (Petersilie), biedrzeniec (Pimpinelle), szczypiorek (Schnittlauch) i szczaw (Sauerampfer).
Zapytacie skąd wzięłam o tej porze roku te wszystkie ziółka. No cóż, przynajmniej we Frankfurcie można je kupić w każdym szanującym się warzywniaku. Zapakowane zwykle razem w papierowej torebce, całe mnóstwo ziół potrzebnych do słynnego frankfurtowego zielonego sosu.

Domyślam się, iż są to zioła trudne do zdobycia teraz w Polsce, ale może skusicie się na wasze wersje, używając po prostu tych ziół, które macie dostepne.
Sas smakuje wyśmienicie do ugotowanych na twardo jajek, do ziemniaków, do mięs na zimno czy do ryb.

W przepisie podaję jak ja robię ten sos. Jest to więc wersja bafkowa. Ilość składników nie jest dokładna, bowiem wszystko zależy od indywidualnych upodobań smakowych.

SKŁADNIKI:

* 250 – 300 g świeżych ziół (ogórecznik, trybula, rzeżucha, pietruszka, biedrzeniec, szczypiorek, szczaw lub wasze mieszanki)
* 3 – 4 jajka
* 3 łyżki majonezu
* 1 łyżka musztardy
* 3 – 4 ząbki czosnku
* 200 – 300 g kwaśnej śmietany
* sok z 1 – 2 cytryn lub 2 łyżki octu ziołowego
* sól, pieprz

Zioła umyć, osuszyć papierowym ręcznikiem i drobno posiekać. Jajka ugotować na twardo.
Rozdzielić żółtka od białek. Żółtka i jedno białko posiekać lub zetrzeć na tarce i dodać do ziół. Dodać też przeciśnięty przez praskę czosnek, śmietanę, majonez, musztardę i sok z cytryny. Wszystko dobrze wymieszać. Doprawić solą i pieprzem.
Jeśli macie blender, można sos na koniec krótko zmiksować, by miał bardziej jednolitą konsystencję.

 

Masełko ziołowe

Masełko ziołowe może być wspaniałym dodatkiem do mięska z grilla, albo do tostów. Czasami dodaję je do ziemniaczków, czy ryżu. Na dobrą sprawę można go dodać do wielu rzeczy. A posmarowane najpierw takim masełkiem kanapki stanowi niezłą odmianę.
W sklepach dostępne są masła ziołowe w kilku odmianach, jednak najbardziej lubię takie właśnie „domowej produkcji”.

Oczywiście można użyć ziół świeżych, ale by masło jednak dłużej zachowało świeżość, to jednak zawsze używam ziół suszonych.
Według smaku, można dodawać niektórych ziół i przypraw więcej lub mniej. Po prostu jak kto lubi.

SKŁADNIKI:

* 1 kostka masła
* 1 czubata łyżeczka domowej vegety  lub poł łyżeczki kurkumy
* suszone zioła jakie macie w domu – ja dałam koperek, lubczyk, estragon, tymianek, bazylię – wszystkiego po niecałej łyżeczce
* pół łyżeczki czosnku
* pieprz i sól (jeśli dajecie vegetę zamiast kurkumy, to soli już raczej nie trzeba)

Jeśli macie w domu młynek elektryczny (taki do kawy) to najlepiej jest wszystkie zioła wraz z kurkumą lub vegetą w nim po prostu zmielić. Im bowiem są drobniejsze, tym masło będzie miało mniej grudek.
Jeśli nie macie młynka, to po prostu mieszacie wszystkie te przyprawy ze sobą, a potem musicie je tylko dobrze wymieszać z miękkim masłem. Gotowe.

Dynia z kartoflami z piekarnika

Te warzywka po prostu mnie zachwyciły. Nieco słodkawa dynia znakomicie wkomponowała się do kartofli i cebuli. Można się spokojnie najeść, nawet nie potrzeba mięsistych dodatków. Jeśli ktoś woli dania wegetarianskie może spokojnie zrezygnować z boczku, a w zamian dodać np paprykę.

SKŁADNIKI (na 4 porcje):

* kawałek dyni (ok. 600 g)
* 3 więsze ziemniaki
* 2 czerwone cebule
* ok 180 g pokrojonego w kostkę boczku
* pół szklanki pokrojonych ziół: tymianku, majeranku, szczypiorku, bazylii, pietruszki
(ewentualnie można użyć ziół suszonych np ziół prowansalskich, wtedy wystarczy ok 1 łyżki)
* 3 – 4 łyżki oleju
* sól, pieprz

Dynię obrać i pokroić w paski (ok. 4 x 1 cm). Ziemniaki obrać, umyć, osuszyć i pokroić w plasterki. Cebulę pokroić w półokręgi.
Na patelni rozgrzewać po 1 łyżce oleju i porcjami obsmażyć warzywa, wrzucając zawsze trochę dyni, trochę kartofli, cebuli, ziół i boczku. Smażyć ok 2 – 3 minuty co jakiś czas mieszając. Przesmażone warzywa przełożyć na płaską dużą blaszkę wyłożoną papierem pergaminowym. Warzywa posolić i popieprzyć. Całość włożyć do piekarnika i zapiekać w temp. 200°C ok. 15 min.

Ziołowy ogródek w szklance

Macie ochotę na coś… hmmmm… małokalorycznego i zdrowego?
Jeśli tak, to zapraszam na koktajl ziołowy. Ot, takie małe zielone co nieco na dobry dnia początek lub koniec.

SKŁADNIKI (na dwie szklaneczki):

* pół świeżego ogórka sałatkowego
* 1 łyżka posiekanego koperku
* 1 łyżka posiekanej pietruszki
* 1 łyżka posiekanego szczypiorku
* 1 łyżka posiekanego estragonu (lub szczypta suszonego)
* 1 mały ząbek czosnku
* 250 g maślanki lub kefiru
* 2 łyżki twarożku
* kilka kropli sosu worcester (niekoniecznie)
* sól, biały pieprz

Ogórka umyć i zetrzeć na tarce o grubych otworach razem ze skórką. Wrzucić do miksera. Czosnek obrać, przecisnąć przez praskę i razem z ziołami również wrzucić do miksera. Wlać kefir, dodać twarożek i wszystko razem zmiksować.
Koktajl przyprawić solą, pieprzem i sosem worcester i rozlać do dwóch szklaneczek.