Śledziowy przysmak gajowego

Nie przepadałam specjalnie za śledziami, ale też nie jestem jakąś wielką miłośniczką ryb. Za to mój Kapsel i Daniel owszem. No ale pewnego razu miałam okazję spróbować te oto śledzie, nazywane ponoć przysmakiem gajowego. (Ciekawe w ogóle dlaczego gajowego a nie np rybaka). No i nawet mi zasmakowały tak bardzo, że teraz co jakiś czas z chęcią je robię. A podjadamy potem w trójkę. No jeśli jest to przepis z serii tych niby wigilijnych, to u nas śledzie gajowego przygotowuję według naszych zachcianek, choćby i 12 razy w roku.

SKŁADNIKI:
* 4 – 5 filetów śledziowych matiasów
* 2 – 3 cebule
* garść suszonych grzybów
* garść rodzynek
* 2 – 3 łyżki koncentratu pomidorowego
* 2 łyzki ciemnego occtu balsamicznego
* nieco oleju
* sól, pieprz, liść laurowy, 2 kulki jałowca, 2 kulki ziela angielskiego, ewentulanie odrobina chili

Filety zamoczyć na kilka godzin w wodzie. Przy czym podczas moczenia ze 2 razy wodę wymienić. Po tym czasie śledzie osuszyć papierowym ręcznikiem i pokroić na małe kawałki.

Suszone grzyby zalać w małym garnku kubiem gorącej wody i odstawić na jakieś pół godziny. Potem wrzucić do tego szczyptę soli oraz liść laurowy i ugotować aż grzyby zmiękną. Grzyby odcedzić, ale wodę grzybową zachować. Grzyby można pokroić na mniejsze kawałki.

Cebulę pokroić w piórka i zeszklić na rozgrzanym oleju. Dodać grzyby i jeszcze nieco podsmażyć. Potem zalać wodą grzybową, dodać rozgnieciony nieco jałowiec, ziele angielskie oraz koncentrat pomidorowy i rodzynki. Wszystko podusić do momentu aż przybierze konsystencję gęstego sosu. Doprawić occtem balsamicznym, solą, pieprzem i jeśli lubimy bardziej na ostro to odrobiną chili. Sos odstawić do ostygnięcia.

Potem wystarczy wmieszać w to śledzie. Całość przełożyć do szklanego słoja lub miski i schować do lodówki przynajmniej na noc, by się przegryzło. W sumie podobno najlepiej smakują te śledzie po 2 dniach, ale u nas się jeszcze nigdy tak długo nie uchowały.

Pstrągi cytrynowo – musztardowe

Osobiście wielbicielką ryb nie jestem, ale mój Kapsel i Daniel owszem. Zatem co jakiś czas przygotowuję dla nich jakieś rybki i najlepiej by nie było ciągle tak samo. Ten przepis wylukałam u Pascala.
Przepis nieco zmieniłam dodając do marynaty oprócz podanych przez Pascala składników rownież nieco miodu, by przełamać jej kwaskowaty smak.

Jak wyszło tego wam nie powiem, bowiem sama pstrągów nie jadłam. Ale z 5-ciu rybek, jakie przygotowałam zniknęły wszystkie, więc chyba moim facetom smakowało.

SKŁADNIKI:

* 4 – 5 sprawione pstrągi

marynata:
* 3 – 4 łyżeczki musztardy
* 2 łyżki sosu sojowego
* sok z 1 dużej cytryny
* troszeczkę (u mnie 1 niecała łyżka) octu malinowego
* 1 łyżka miodu
* 1 łyżeczka curry
* 1 łyżeczka nasion kopru włoskiego
* pieprz.

Pstrągi umyć i osuszyć papierowym ręcznikiem. Wszystkie składniki marynaty wymieszać w jakieś małej miseczce. Marynatą nasmarować ryby i zostawić na jakieś pół godziny. Potem pstrągi ułożyć na blaszce lub w formie żaroodpornej.

Piec w piekarniku nagrzanym do 180ºC ok. 15 – 30 minut (w zależności od tego jakie rybki są duże i jak lubicie wypieczone).

Rybki pieczone z pesto

Upiekłam rybki  w folii bo właściwie wtedy nie trzeba nic pilnować, a wiadomo że wyjdzie pysznie. Nafaszerowane bazyliowym pesto nabrały takiego fajnego posmaku, że nawet ja, która za rybami ogólnie nie przepadam caluśką jedną wmaściłam. Polecam.

SKŁADNIKI:

* sprawione ryby (pstrągi, dorady czy co tam macie)
* 1 słoiczek bazyliowego pesto
* kilka gałązek pietruszki
* kilka żąbków czosnku
* sól i przyprawa do ryb (jeśli nie macie to wystarczy sól)
* folia aluminiowa

Ryby umyć i wysuszyć papierowym ręcznikiem. Od środka posolić i do brzucha każdej nałożyć po 1 – 2 łyżeczki pesto. Obsypać z wierzchu solą i przyprawą do ryb. Ułożyć na kawałku folii aluminiowej. Położyć obok ołukaną gałążkę czy dwie natki pietruszki oraz 1 – 2 ząbki czosnku. Zapakować w folię.

Piec w temp. 175°C (termoobieg) / 200°C (piekarnik bez termoobiegu) ok. 25 – 30 minut (w zależności jak duże ryby macie).
Można też upiec na grillu.

A potem odpakować rybkę z folii i zajadać.

Penne alla crema di tonno

Nie jestem wielką miłośniczką rybnego smaku. Ale ten tuńczykowy sos bardzo mi przypadł do gustu. Pierwszy raz jadłam coś podobnego u mnie w pracy. Tyle, że w pracy całe danie posypane jeszcze serem, zostaje zapieczone w piekarniku i podane w postaci zapiekanki. Nam smakowało jednak i bez zapiekania.

SKŁADNIKI (dla 4 – 6 osób):

* 1 paczka (500 g) makaronu np w postaci rurek
* 1 duża cebula
* 2 puszki (po 125 g) tuńczyka w oleju
* 1 pudełko (250 – 300 g) ziołowego kremowego twarożku typu Philadelphia
* 1 łyżeczka kaparów
* 1 łyżka koncentratu pomidorowego
* 1 łyżeczka mąki
* sok z połówki cytryny
* sól, pieprz
* 3 – 4 łyżki posiekanej pietruszki

W dużym garnku postawić osoloną wodę na makaron.
Tuńczyka wyjąć z puszki, odsączyć na jakimś sitku z oleju (przy czym olej ten zachować) i pokruszyć na małe kawałki.
Cebulę pokroić w kostkę. W głębokiej patelni rozgrzać odrobinę zachowanego oleju z tuńczyka. Wrzucić cebulę i leciutko ją podsmażyć. Teraz należy wsypać łyżeczkę mąki i wszystko przemieszać. Zmniejszyć ogień i wmieszać w to stopniowo cały twarożek oraz wlać szklankę wody. Dodać 2/3 tuńczyka i całość gotować przez kilka minut co jakiś czas mieszając.

Teraz należy powstały sos zmiksować przy pomocy miksera. Dzięki temu sos stanie się naprawdę kremowy. Wmieszać do niego resztę tuńczyka, posiekaną pietruszkę, posiekane kapary i koncentrat pomidorowy. Doprawić na koniec solą, pieprzem i sokiem z cytryny.

Makaron polać sosem. Można posypać jeszcze odrobiną tuńczyka i pietruszki.

Zapiekanka rybna z marchewką

Taki mieliśmy dziś obiadek. Kapsel był zachwycony, dzieci również. Ja tak sobie, jako że jak już wspomniałam, nie jestem aż taką wielbicielką ryb. Jednak pod tą postacią nawet ja zjem z apetytem.

SKŁADNIKI (na dużą zapiekankę dla 4 osób):

* 1 kg filetów rybnych
* ok 1 kg marchewki (może być trochę mniej)
* przyprawa do ryb (dość sporo)
* 1 łyżka masła
* 400 g śmietany
* 2 opakowania jakiegoś jasnego sosu (najlepiej typowego do ryb)
* sól, pieprz
* olej do smażenia

Marchewkę obrać i zetrzeć na tarce o grubych otworach. Przełożyć do jakiegoś garnka, dodać nieco wody (ok. 1 lub półtora szklanki), łyżeczę soli i łyżkę masła. Pogotować aż marchewka zmięknie. Woda powinna już prawie cała odparować. Jeśli nie, to nadmiar wody odcedzić.

Filety osuszyć papierowym ręcznikiem, posolić, popieprzyć, obsypać przyprawą do ryb i upiec na patelni z obu stron.

Do dużej formy żaroodpornej wyłożyć najpierw warstwę upieczonych ryb, na to marchewkę. Znowu ryby i znowu marchewka.

W misce rozmieszać proszek na sos, zastępując jednak połowę ilości wody podanej na opakowaniu śmietaną. Gdy wyjdzie nam dość gęsta zawiesina dodać jeszcze nieco wody. Wszystko dobrze wymieszać, poczym wlać to na nasze ryby z marchewką.

Zapiekać całość w piekarniku w temp. 175°C ok. 30 min.

Warstwowa sałatka z tuńczykiem

Przepis na tę sałatkę znalazłam tu, na blogu Atiny.
Nigdy takiej prędzej nie jadłam, ale od dzisiejszego pierwszego razu bardzo sałatka przypadła mi do gustu. I nie tylko mi. Podaję przepis za Atiną, choć zwiększyłam nieco ilość składników i od siebie dodałam odrobinę szczypiorku. Wyszła średniej wielkości miska (o średnicy 20 cm). I połowy sałatki już nie ma.
Gorąco polecam, bo dobra.

SKŁADNIKI:

* 5 jajek
* 1 puszka tuńczyka
* 1 puszka kukurydzy
* 200 g startego żółtego sera
* 2 średnie cebule
* 6 łyżek majonezu
* 2 łyżki musztardy
* sól, pieprz, chili
* odrobina szczypiorku

Cebulę pokroić w drobna kostkę. Następnie wrzucić do gotujacej się wody i zaczekać, aż się ponownie zagotuje. Odcedzić i przeplukać zimną wodą, by szybciej ostygła. Jajka ugotować na twardo, oddzielić białka od żółtek. Jajka zetrzeć na tarce, osobno białka, osobno żółtka. W mniejszej miseczce wymieszać majonez z musztardą i doprawić pieprzem i szczyptą chili.

W przeźroczystej misce układać kolejno poszczególne warstwy:
1. 2/3 żółtego sera
2. białko
3. posolić i pieprzyć
4. połowa sosu majonezowo – musztardowego
5. cebula
6. tuńczyk
7. reszta sosu majonezowo – musztardowego
8. kukurydza
9. reszta żółtego sera
10. żółtka
11. posolić i posypać odrobiną szczypiorku

Śledzie w śmietanie

Nie jestem wielką miłośniczką ryb, ale czasem jakieś potrawy rybne i robię, i jadam. Te śledziki w śmietanie w moim rodzinnym domu robiło się zawsze na wigilię (obok tuzina innych smakołyków). Ja robię je znacznie częściej niż raz do roku, głównie z powodu moich lubiących ryby pod każdą postacią chłopów.

SKŁADNIKI:

* dwa słoiki płatów śledziowych w occie (po odcedzeniu miałam tych płatów 400g)
* dwie mniejsze cebule
* 200 g kwaśnej śmietany
* 300 g naturalnego jogurtu

Płaty śledziowe odcedzić, zachowując jednak marynatę occtową (będzie nam potrzebna).
Cebulę pokroić w półtalarki. Zagotować w jakimś małym garnku wodę i wrzucić do wrzątku pokrojoną cebulę. Pogotować ok. 3 minut. Potem odcedzić na sitku i przelać zimną wodą, aby szybciej ostygła.
Płaty śledziowe przekroić wzdłuż, ściągnać z nich skórkę (choć można tego nie robić). Zawijać w ruloniki i układać w jakieś misce. Na to ułożyć nieco przegotowanej cebuli. Potem znowu śledziki i znowu cebulę.

W osobnej misce wymieszać jogurt i śmietanę (kto chce może zamiast śmietany użyć tylko jogurtu). Dolać do tego część octowej marynaty. Tyle, by masa jogutowa nie była za rzadka, ale by miała kwaskowaty smak. Zalać nią śledziki i odstawić na godzinę do lodówki. Śmietana jogurtowa jeszcze przez ten czas nieco zgęstnieje.

U nas takie śledziki jada się z utuczonymi ziemniakami.

Pasta z wędzonych szprotek

W sam raz na kolację do chleba. Zachwyci nawet tych, którzy ogólnie niezbyt przepadają za rybami (jak np ja).

SKŁADNIKI:

* 3 puszki podwędzanych szprotek w oleju (po 110 g każda)
* 1 średnia cebula
* 3 – 4 ogórki korniszone
* pieprz
* 1 łyżka ketchupu
* 1 – 2 łyżki majonezu

Odsączone z oleju szprotki przełożyć do miski i rozgnieść widelcem, albo najlepiej zmiksować nożykiem miksera. Cebulę i ogórki pokroić na drobniutką kostkę. Dodać do szprotek.
Następnie dodać ketczup, majonez i pieprz. (Szprotki są dość słone, więc absolutnie nie potrzeba dodawać soli.) Wszystko dobrze wymieszać. Kto lubi pasty bardziej kremowe może ją zmiksować.

Chleb z taką pastą najlepiej smakuje kiedy położymy na wierzch plasterek ogórka korniszonego i nieco cebuli.
Smacznego.