Domowe syropy na kaszel i infekcje

Matka natura na kazda chorobe ma dla nas tez na nia lekarstwo. Dlatego nie trzeba wcale po kazdy lek biegac do apteki. Bowiem wiele specyfikow sami mozecie sobie przygotowac w domu, a czesto sa one o wiele bardziej skuteczne niz te z apteki kupowane bez recepty. Podobnie jest wlasnie z tymi syropami na kaszel, bol gardla i przeziebienia. Nie tylko sa odzywcze i pomagaja, ale co wiecej naprawde smakuja. A wiec nie pogardza nimi dzieci. Mozna je podawac na lyzeczce jako syrop lub np jako dodatek do goracej herbaty. W naszym domu w taki okres jak teraz, kiedy na dworze co chwila pada deszcz, ludzie w autobusach kichaja, smarkaja i kaszla, kiedy zaczyna sie fala przeziebien, przygotowuje dwa sloiki syropu i popijamy go codziennie wlasnie dolewajac sobie do herbatki. I wam polecam.

Syrop ten przygotowany jest na bazie naturalnego miodu. W polaczeniu z owocami cutrusowymi bogatymi w witamine C, ziolami lub przyprawami otrzymujemy pyszne lekarstwo.
Wazne jest by do przygotowania uzyc miodu naturalnego, najlepiej z najblizszej pasieki. Taki miod bowiem uodparnia na pylki rodzimych roslin oraz zmniejsza ryzyko alergii. Nie powinno sie jednak podawac miodu malenkim dzieciom ponizej 1 roku zycia.

SKŁADNIKI (na sloik 500 ml):

* 2 cytryny
* jakis 2- 3 cm kawalek swiezego imbiru
* 300 ml naturalnego miodu

lub

* 1 pomarancza
* kilka gozdzikow
* 300 ml naturalnego miodu

Owoce dobrze wyszorowac szczoteczka i razem ze skorka pokroic na plasterki lub polplasterki. Imbir obrac i tez pokroic na plasterki. Wszystko przelozyc do sloika i zalac miodem. Odstawic na kilka godzin. W tym czasie do miodu przejda soki z owocow i substancje aktywne z pozostalych skladnikow. Potem syrop przechowywac w lodowce. Jest przydatny do spozycia okolo 2 miesiecy.

W zasadzie mozna samemu mozna sobie przygotowac ulubiona wersje takiego syropu. Wazne by miod byl naturalny. Dodajemy co mamy i lubimy:
– cytrusy (cytryny, limonki, pomarancze, grejpfrut), – – – przyprawy (imbir, gozdziki, kardamon, cynamon)
– ziola (mieta, rozmaryn, tymianek, szalwia)

Jesli dodamy ziola, to nalezy dodawac je w calosci, nie poszatkowane i po okolo 24 godzinach wyciagnac z syropu.

Przy kaszlu i przeziebieniach zazywac lyzeczke lub dwie, 3 – 4 razy dziennie lub dodawac po duzej lyzce do herbaty. Mozna stosowac tez po prostu profilaktycznie w okresie zachorowan.

Cytrynowe naleśniki z makiem, nadziewane cytrynowym serkiem

Cytryna w połączeniu z makiem w wypiekach wszelkich zawsze daje całkiem smaczny efekt.
W sumie to chciałam najpierw zrobić takie grubsze placuszki, ale dzieciaki chciały z nadzieniem serowym, więc upiekłam w wersji cienkich naleśników.
Oczywiście możecie to zrobić według własnego ulubionego przepisu na naleśniki. Wystraczy dodać nieco maku oraz sok i skórkę cytrynową.

Grubsze placuszki cyrtynowe z makiem będą innym razem.

SKŁADNIKI:

na ciasto naleśnikowe:
* 3 jajka
* pół łyżeczki soli
* 500 g mąki
* 1 niecała szklanka mleka
* woda (nie wiem ile, ale z pół litra na pewno)
* skórka otarta z dwu cytryn
* 2 łyżki maku
* kilka kropel aromatu cytrynowego

na masę serową:
* 750 g serka typu quark (twarożka śmietankowego)
* 3 jajka
* 5 łyżek cukru
* 2 łyżki cukru waniliowego
* 1 czubata łyżka kisielu cytrynowego (proszku)
* sok z 1 cytryny

dodatkowo ale niekoniecznie:
* 1 puszka mandarynek

Cytryny wyszorować szczoteczką pod gorącą wodą i osuszyć. Zetrzeć z nich skórkę. Jeśli trzeba to ją dodatkowo posiekać nożem.

Zrobić ciasto na naleśniki (według mojego lub swojego przepisu).
Utrzeć mikserem 3 jajka z solą i cukrem. Potem stopniowo dosypać około 500 g mąki (może być nieco mniej) i dolać niecałą szklankę mleka. Wszystko zmiksować, dolewając tyle wody, aż ciasto uzyska odpowiednią, naleśnikową konsystencję. Na koniec wmiksować mak, startą skórkę cytrynową i aromat cytrynowy.
Upiec naleśniczki.

Przygotować masę serową.
Oddzielić białka od żółtek. Białka ubić na sztywną pianę. W osobnej misce zmiksować twarożek z cukrem, cukrem waniliowym, żółtkami i sokiem cytrynowym na puszytą masę. Wreszcie dodać proszek kisielowy. Zmiksować. Na koniec do masy wmieszać delikatnie pianę z białek.

Dużą blaszkę na ciasto (taką na cały piekarnik) wyłożyć papierem pergaminowym. Można zamiast takiej blachy użyć płaskich dużych form do zapiekanek. Wtedy wystarczy leciutko je natłuścić.
Piekarnik rozgrzać do 160°C.

Na każdego naleśnika nałożyć 2 – 3 łyżki masy serowej i ewentualnie nieco mandarnynek z puszki. Zwinąć naleśnika delikatnie w rulon. Przełożyć na blachę. Naleśniki układać jednen przy drugim.
Przykryć je od góry lekko folią aluminiową lub drugim arkuszem papieru i włożyć do nagrzanego piekarnika. Piec w temp. 160 °C ok. 30 min.

Polędwica wieprzowa w sosie cytrynowym

Miałam w domu polędwicę wieprzową, ale nie miałam pomysłu jak ją przygotować. Chciałam by było tak trochę inaczej, a jednak też smacznie. W końcu po przeglądzie zapasów w lodówce zdecydowałam, że tym razem zrobię ja w sosie cytrynowym. O dziwo wyszło całkiem pyszne.

SKŁADNIKI:

* 1 polędwica wieprzowa (ok. 700 g)
* 3 – 4 łyżki oleju
* 1 duża cebula
* 1 duża lub 2 mniejsze cytryny
* 200 ml śmietany (słodkiej)
* 1 czubata łyżka śmietany kwaśniej
* 1 czubata łyżeczka mąki
* sól, pieprz, curry
* 2 gałażki świeżego rozmarynu lub szałwi lub tego i tego

Mięso oczyścić, osuszyć papierowym ręcznikiem i pokroić na grube plastry. Dobrze posolić oraz przyprawić świeżo mielonym pieprzem.

Cebulę pokroić w kotkę. Cytrynę do porządku wyszorować szczoteczką pod gorącą wodą i osuszyć. Zetrzeć z niej skórkę na jakiś talerzyk.

Na patelni rozgrzać olej i podsmażyć na nim poldwicę z obu stron przez ok. 2 – 3 minutki. Od razu dorzucić też na patelnię pokrojoną cebulę oraz startą skórkę cytrynową. Gdy mięso będzie już nieco podsmażone wlać śmietanę, włożyć gałazki ziół i dusić wszystko na średnim ogniu jeszcze przez jakieś 10 – 15 minut.

Potem wyciągnąć zioła. Rozrobić mąkę z odrobiną wody i zagęścić sos. Dodać do niego jeszcze kwaśną śmietanę, wcisnąć sok z cytryny, doprawić na koniec solą, pieprzem i curry.

Nalewka kawowo – cytrynowa

Pierwszy raz usłyszałam o takiej nalewce jakieś dwa lata temu, przeczytawszy wpis u Nomadki z pingera. Postanowiłam zrobić dopiero w tym roku. Przestudiowałam jeszcze raz ten Nomadkowy przepis i uznałam, iż może wkradł się tam malutki błąd. (Wydaje mi się, że w składnikach jest jednak za dużo spirytusu.) Poszperałam zatem jeszcze trochę w necie i zrobiłam po swojemu.

I wiecie wyszła całkiem niezła naleweczka, choć pewnie ja znawczynią nie jestem, bowiem alkohol piję sporadycznie. Choć czasem i ja się skuszę.
Wczoraj spróbowałam mojej naleweczki nalawszy sobie ładny kieliszeczek. Uuuuu mocne to, ale dobre.
Jak postoi teraz jeszcze kilka miesięcy (z trzech butelek jakie mi wyszły, dwie ukryłam) to pewnie jeszcze nabierze szlachetności i lepszego aromatu.

SKŁADNIKI:

* 2 duże cytryny
* 40 ziarenek kawy
* ok. 3/4 szklanki cukru
* 500 ml spirytusu
* 500 ml wody

Cytryny należy najpierw do porządku wyszorować szczoteczką pod gorącą wodą i osuszyć. Następnie należy je ponacinać ostrzem noża tak, by w powstałe dziurki powpychać ziarenka kawy. Tak z 20 ziaren kawy na 1 cytrynę.

Do hermetycznie zamykanego słoja włożyć cytryny, zasypać cukrem i zalać wodą oraz spirytusem. Słoik następnie zamykamy i chowamy w bezpieczne miejsce. Przez następne dni potrzasamy słoijem jak nam się przypomnij, tak by cukier się całkowicie rozpuścił.

No i odstawiamy ten słój na kilka tygodni, najlepiej przynajmniej miesiąc. Potem wyciągnąć ze słoja cytryny, wycisnąć z nich sok i wlać go do nalewki. I znowu poczekać jakiś tydzień.

No i wreszcie naleweczka jest gotowa. Możemy ją przelać filtrując do ładnych butelek i delektować się nią potem w jakimś miłym towarzystwie.

Muffiny cytrynowe z marmoladą cytrynowo – limetkową

Jako, że mój Oliver jest uczulony na kokos i muffinek z poprzedniego wpisu nawet nie mógłby spróbować, musiałam upiec też jakies inne. By i on mógł zjeść sobie coś smakowitego.

Wybór padł na muffinki cytrynowe z cytrynowo – limetkową marmoladą. Mmmmm … jakie one pyszne!
Przepis jest raczej z głowy, na bazie ciasta ucieranego. Można więc powiedzieć, iż są to małe babeczki. Z przepisu tego można zamiast małych muffinek upiec po prostu dużą babkę.

Jeśli ktoś nie ma w domu cytrynowej marmolady, można dać każdą inną lub po prostu pominąć. Ja dodałam marmoladę cytrynowo – limetkową, którą mam z własnej produkcji. Przepis na nią macie tutaj.

SKŁADNIKI (na około 14 muffinek):

* 130 g masła lub margaryny
* 130 g cukru
* 3 jajka
* starta skórka i sok z 1 cytryny
* kilka kropel aromatu cytrynowego
* 100 g naturalnego jogurtu
* 250 g mąki
* 3 łyżeczki proszku do pieczenia
* marmolada cytrynowo – limetkowa (lub jakakolwiek inna)

Piekarnik nagrzać do 180°C.
Masło lub margarynę utrzeć z cukrem na puszystą masę. Kolejno dodawać po jednym jajku. Następnie dodać jogurt, sok i skórkę cytrynową, a także dodatkowo kilka kropel cytrynowego aromatu.
Mąkę wymieszać z proszkiem do pieczenia i wmiksować do ciasta.

Do foremek na muffiny nałożyć po 2 – 3 łyżki ciasta. Na środku każdej muffinki nałożyć po niecałej łyżeczce marmolady cytrynowej lub jakiejkolwiek innej. Przykryć ją kolejną łyżką ciasta.

Muffiny włożyć do nagrzanego piekarnika i piec w temp. 180°C około 20 – 25 minut.

Syryjskie ciasto cytrynowe

Przepis znalazłam tu. Zamieszczona pod linkiem fotka mnie tak urzekła, że kusiło mnie bardzo, by przepis wypróbować. Cóż, przyznaję iż na początku niezbyt byłam jednak do tego pomysłu przekonana, zwłaszcza do końcowego etapu wykonania, gdy ciasto nasącza się syropem. Od razu przypomniały mi się ociekające syropem, obrzydliwie słodkie arabskie „smakołyki”, jakie swego czasu miałam okazję popróbować. Ale jednak kusiło mnie nadal…

Spróbowałam i nie żałuję. Ciasto jest całkiem niczego sobie. Nie żebym była nim nie wiem jak zachwycona, ale smakuje nieźle. Ma dość zbitą konsystencję (nie jest kruche) i spokojnie można je zabrać na piknik.

Piekąc je musiałam jednak zwiększyć ilość składników, bowiem ilość podana w oryginalnym przepisie okazała się być bardzo mała i wystarczyłaby na wypełnienie zaledwie połowy mojej blaszki. Dodałam też od siebie więcej soku i skórki cytrynowej, a zmniejszyłam nieco ilość cukru. No i nie miałam w domu wody z kwiatów pomarańczy, więc zupełnie pominęłam ten dodatek.
Wyszedł z tego całkiem niczego sobie placek. Z filiżanką mocnej kawy smakuje wręcz rewelacyjnie.

Przepis podaję z moimi zmianami.

SKŁADNIKI (na blaszkę o wymiarach 26 x 26 cm):

na syrop:
* 150 g cukru
* sok z 2 dużych lub 3 mniejszych cytryn
* 300 ml wody

na ciasto:
* 300 g kaszy manny
* 140 g cukru
* 1 łyżeczka proszku do pieczenia
* otarta i posiekana skórka z 2 dużych lub 3 mniejszych cytryn
* 80 g miękkiego masła
* 450 g naturalnego jogurtu (najlepiej greckiego lub tureckiego, ja mialam o zawartosci tłuszczu 3,5%)
* kilkanaście obranych ze skórki migdałów

ponadto:
* nieco margaryny lub masła do wysmarowania blaszki
* 1 łyżka kaszy manny do wysypania blaszki

Włączyć piekarnik na 175°C.
Przygotować blaszkę: wysmarować ją masłem lub margaryną i wysypać kaszą manną.

Do jakieś miski wsypać kaszę mannę, 140 g cukru, proszek do pieczenia oraz skórkę cytrynową. Wymieszać. Następnie dodać masło i jogurt. Wszystko dobrze wymieszać na jednolitą masę.
Ciasto przełożyć do przygotowanej blaszki, wygładzić i wstawić do nagrzanego piekarnika.

Teraz możemy przygotować syrop. Do wody dodać cukier (150 g) oraz sok cytrynowy. Gotować około 10 minut, potem ostawić z ognia.

Po ok. 10 – 15 minutach pieczenia wyjąć ciasto z piekarnika i ułożyć na nim migdały lekko je wciskając do masy.
Ponownie włożyć ciasto do piekarnika i piec jeszcze przez kolejne 20 – 25 minut.

Gotowe ciasto wyciągnąć z piekarnika i jeszcze gorące pokroić na prostokąty tak, by na każdym znalazł się jeden migdał. Ciasto nasączyć syropem (ja zużyłam do tego celu mniej niż połowę syropu) i odstawić do wystygnięcia.

Galaretka limonkowo – cytrynowa

W tytule napisałam „galaretka”, ale równie dobrze mogłabym napisać „marmolada”. Właściwie nie mam pojęcia gdzie tkwi różnica. Ale nazwa jest tutaj chyba najmniej istotna. Ważny jest smak.

Galaretka (czy tam marmolada) cytrynowa jest dosępna w mało którym sklepie. A jeśli już w jakimś można ją dorwać, to z reguły za mały słoiczek trzeba zapłacić około 3 – 4€, co jest według mnie czystym zdzierstwem. Dlatego postanowiłam zrobić sobie tę galaretkę sama.
Cytrynom do towarzystwa dodałam kilka limetek, dlatego galaretka nabrała takiego właśnie lekko zielonkawego kolorku.

Uwielbiam jej orzeźwiający, mocno cytrynowy smak. I ten radosny kolor, wręcz kuszący do tego, by zanurzyć w słoiczku łyżeczkę (lub palec) i wyjeść kolejną porcyjkę.

SKŁADNIKI

* 6 cytryn i 4 – 5 limetek (w sumie powinno być około 1 kg owoców)
* pół szklanki zwykłego cukru
* 1 kg cukru żelującego 1:1

Cytryny i limonki wyszorować szczoteczką pod gorącą wodą, opłukać i osuszyć. Z 2 cytryn i 2 limetek cieniutko obrać skórkę i pokroić ją na cieniutkie paseczki. Najlepiej robić to specjalnym nożykiem do skórek cytrusowych.
Z tych obranych cytryn i limonek wycisnąć sok. Z pozostałych można wykroić ostrym nożem miąższ (tzn. owoce wyfiletować). Jeśli komuś się tego nie chce robić, może po prostu wycisnąć ze wszystkich cytryn i limonek sok.

Pokrojone skórki zalać 4 szklankami wody i wsypać zwykły cukier i gotować na małym ogniu, pod przykryciem, co jakiś czas mieszając około 15 minut. Po tym czasie dodać wyciśnięty sok i miąższ, krótko zagotować i dodać cukier żelujący. Dobrze wszystko wymieszać i odstawić pod przykryciem na 3 godziny, by dobrze wszystko przeszło smakiem.
Po tym czasie masę cały czas mieszając, krótko zagotować (przez ok. 3 – 4 minuty).
Można zrobić próbę i sprawdzić czy galaretka się już zsiada. W tym celu wlać większą kroplę galaretki na zimny talerzyk. Kropla powinna szybko zgęstnieć, a jej powierzchnia marszczyć się po dotknięciu palcem. W razie potrzeby gotować jeszcze parę minut.

Gotową galaretkę zdjąć z ognia i wkładać do wyparzonych słoiczków typu twist. Słoiki zakręcić i studzić odwrócone do góry dnem.

Nie wiem dokładnie ile wam wyjdzie z tego słoiczków. Mi wyszło 8, ale miałam słoiczki różnej wielkości, jednak wszystkie malutkie.

Yassa – Kurczak po senegalsku

Do kapusty po botswańsku musiało być jakieś mięsko również na sposób afrykański. Wybór padł na kurczak yassa. Mistrzami w przyrządzaniu Yassa są kucharze z Senegalu. Często zamim kurczaka zamoczą w marynacie, najpierw go grillują. Podobno wtedy jest jeszcze lepszy. Nie miałam jednak czasu na takie długotrwałe zabiegi z kurakiem, a poza tym mój grill leżakuje sobie póki co w piwnicy. Więc u nas obyło się bez opalania przed marynowaniem.

Przyznaję, iż kiedy przeczytałam przepis po raz pierwszy, byłam nieco sceptycznie nastawiona. Jakoś nie mogłam sobie wyobrazić jak może smakować kurczak po leżakowaniu w takiej marynacie. Dlatego też po upieczeniu, kiedy już podawałam go na stół, trochę obchodziłam się z nim jak z bombą, która lada moment może wybuchnąć. Dopiero kiedy mój Kapsel po pierwszych kęsach zawołał: „wow, dobry ten kurak”, nabrałam przekonania i spojrzałam na mojego kurczaka yassa życzliwszym okiem. Spróbowałam sama i … Okazał się rzeczywiście dobry. Delikatny, o cytrynowym smaku.
Przepis pochodzi z książki: „Ethno – Food Afrika” autorstwa Rosamund Grant.

Przepis podaję z niewielkimi moimi zmianami.
Głównym problemem był jeden ze składników, a mianowicie Malzessig. Kurde blaszka, nie wiem co to miałby być za ocet. Oczywiście pooglądałam sobie na obrazkach w necie, że rzeczywiście istnieje coś takiego. Nie miałam jednak w domu takiego specyfiku, więc użyłam… dwie łyżki octu jabłkowego. Ale myślę sobie, że możecie ten składnik pominąć i też będzie smakowało.

SKŁADNIKI:

* 1 kg kurczaka (miałam same udka)
* sok z 3 – 4 cytryn
* 2 łyżki Malzessig (jak wspomniałam użyłam 2 łyżki octu jabłkowego)
* 3 cebule
* 4 łyżki oleju
* 1 łyżka suszonego tymianku i rozmarynu
* pół łyżeczki afrykańskiego curry (dodałam Curry Nehari Masala) lub innej mieszanki przyprawowej do mięs (ale niekoniecznie)
* 1 zielone chili
* listek laurowy
* ok. 0,5 l bulionu (może być instant)

Cebule pokroić w krążki. Wymieszać sok cytrynowy, ocet i dwie łyżki oleju. Dodać do tego pokrojoną cebulę, tymianek i rozmaryn oraz przyprawę. Powstałą w ten sposób marynatą zalać umieszczone w misce mięso z kurczaka. Przykryć folią i odstawić na dwie godziny do lodówki.

Po tym czasie na głębokiej patelni rozgrzać resztę oleju i podsmażyć na nim wyjęte z marynaty mięso kurczaka. Smażyć ok. 4 – 5 minut, aż mięso uzyska złotawy kolor. Przełożyć do formy żaroodpornej. Dodać cebulę z marynaty, kilka łyżek marynaty, pokrojone w cieniutkie paseczki chili, listek laurowy i połowę bulionu. Włożyć do nagrzanego na 200°C piekarnika i piec około 30 – 40 minut podlewając w miarę potrzeby pozostałym bulionem. Kto nie lubi piec w piekarniku, może smażyć mięso pod przykryciem w głębokiej patelni lub w garnku na piecu.