Śledziowy przysmak gajowego

Nie przepadałam specjalnie za śledziami, ale też nie jestem jakąś wielką miłośniczką ryb. Za to mój Kapsel i Daniel owszem. No ale pewnego razu miałam okazję spróbować te oto śledzie, nazywane ponoć przysmakiem gajowego. (Ciekawe w ogóle dlaczego gajowego a nie np rybaka). No i nawet mi zasmakowały tak bardzo, że teraz co jakiś czas z chęcią je robię. A podjadamy potem w trójkę. No jeśli jest to przepis z serii tych niby wigilijnych, to u nas śledzie gajowego przygotowuję według naszych zachcianek, choćby i 12 razy w roku.

SKŁADNIKI:
* 4 – 5 filetów śledziowych matiasów
* 2 – 3 cebule
* garść suszonych grzybów
* garść rodzynek
* 2 – 3 łyżki koncentratu pomidorowego
* 2 łyzki ciemnego occtu balsamicznego
* nieco oleju
* sól, pieprz, liść laurowy, 2 kulki jałowca, 2 kulki ziela angielskiego, ewentulanie odrobina chili

Filety zamoczyć na kilka godzin w wodzie. Przy czym podczas moczenia ze 2 razy wodę wymienić. Po tym czasie śledzie osuszyć papierowym ręcznikiem i pokroić na małe kawałki.

Suszone grzyby zalać w małym garnku kubiem gorącej wody i odstawić na jakieś pół godziny. Potem wrzucić do tego szczyptę soli oraz liść laurowy i ugotować aż grzyby zmiękną. Grzyby odcedzić, ale wodę grzybową zachować. Grzyby można pokroić na mniejsze kawałki.

Cebulę pokroić w piórka i zeszklić na rozgrzanym oleju. Dodać grzyby i jeszcze nieco podsmażyć. Potem zalać wodą grzybową, dodać rozgnieciony nieco jałowiec, ziele angielskie oraz koncentrat pomidorowy i rodzynki. Wszystko podusić do momentu aż przybierze konsystencję gęstego sosu. Doprawić occtem balsamicznym, solą, pieprzem i jeśli lubimy bardziej na ostro to odrobiną chili. Sos odstawić do ostygnięcia.

Potem wystarczy wmieszać w to śledzie. Całość przełożyć do szklanego słoja lub miski i schować do lodówki przynajmniej na noc, by się przegryzło. W sumie podobno najlepiej smakują te śledzie po 2 dniach, ale u nas się jeszcze nigdy tak długo nie uchowały.

Pstrągi cytrynowo – musztardowe

Osobiście wielbicielką ryb nie jestem, ale mój Kapsel i Daniel owszem. Zatem co jakiś czas przygotowuję dla nich jakieś rybki i najlepiej by nie było ciągle tak samo. Ten przepis wylukałam u Pascala.
Przepis nieco zmieniłam dodając do marynaty oprócz podanych przez Pascala składników rownież nieco miodu, by przełamać jej kwaskowaty smak.

Jak wyszło tego wam nie powiem, bowiem sama pstrągów nie jadłam. Ale z 5-ciu rybek, jakie przygotowałam zniknęły wszystkie, więc chyba moim facetom smakowało.

SKŁADNIKI:

* 4 – 5 sprawione pstrągi

marynata:
* 3 – 4 łyżeczki musztardy
* 2 łyżki sosu sojowego
* sok z 1 dużej cytryny
* troszeczkę (u mnie 1 niecała łyżka) octu malinowego
* 1 łyżka miodu
* 1 łyżeczka curry
* 1 łyżeczka nasion kopru włoskiego
* pieprz.

Pstrągi umyć i osuszyć papierowym ręcznikiem. Wszystkie składniki marynaty wymieszać w jakieś małej miseczce. Marynatą nasmarować ryby i zostawić na jakieś pół godziny. Potem pstrągi ułożyć na blaszce lub w formie żaroodpornej.

Piec w piekarniku nagrzanym do 180ºC ok. 15 – 30 minut (w zależności od tego jakie rybki są duże i jak lubicie wypieczone).

Rybki pieczone z pesto

Upiekłam rybki  w folii bo właściwie wtedy nie trzeba nic pilnować, a wiadomo że wyjdzie pysznie. Nafaszerowane bazyliowym pesto nabrały takiego fajnego posmaku, że nawet ja, która za rybami ogólnie nie przepadam caluśką jedną wmaściłam. Polecam.

SKŁADNIKI:

* sprawione ryby (pstrągi, dorady czy co tam macie)
* 1 słoiczek bazyliowego pesto
* kilka gałązek pietruszki
* kilka żąbków czosnku
* sól i przyprawa do ryb (jeśli nie macie to wystarczy sól)
* folia aluminiowa

Ryby umyć i wysuszyć papierowym ręcznikiem. Od środka posolić i do brzucha każdej nałożyć po 1 – 2 łyżeczki pesto. Obsypać z wierzchu solą i przyprawą do ryb. Ułożyć na kawałku folii aluminiowej. Położyć obok ołukaną gałążkę czy dwie natki pietruszki oraz 1 – 2 ząbki czosnku. Zapakować w folię.

Piec w temp. 175°C (termoobieg) / 200°C (piekarnik bez termoobiegu) ok. 25 – 30 minut (w zależności jak duże ryby macie).
Można też upiec na grillu.

A potem odpakować rybkę z folii i zajadać.

Ryba pod ziołową panierką

Pierwszy raz robiłam tak przyrządzoną rybę, ale wyszła znakomita. Miałam filety z halibuta, a halibut sam w sobie jest przepyszną rybą. Ale myślę, że każde inne filety w ten sposób przygotowane będą wam smakowały.
Na fotce może rybka nie wygląda tak super, ale zapewniam was, iż smakowała rewelacyjnie.
Zdjęć z rybką podaną już na talerzach nie mam, bo nie zdążyłam ich po prostu zrobić. Za szybko rybka z tych talerzy znikała.
Polecam nie tylko z okazji świąt.

SKŁADNIKI (dla 4 osób):

* odrobina oleju
* 4 większe filety z ulubionej ryby
* sok z 1 cytryny
* sól, pieprz
* pęczek pietruszki
* 3 – 4 łyżki bułki tartej
* 1 łyżeczka vegety
* 3 łyżki masła

Przygotować formę żaroodporną, leciutko przecierając ja olejem (najlepiej przy pomocy papierowego ręcznika), by była lekko tłusta.
Filety skropić z obu stron sokiem z cytryny, posolić, popieprzyć i umieścić w formie żaroodpornej.

Pietruszkę posiekać na drobno, wrzucić do jakieś miski. Dodać bułkę tartą, vegetę i masło. Wszystko wyrobić na jednolitą papkę.

Masę ziołową rozłożyć na filetach.
Rybki włożyć do nagrzanego na 200°C piekarnika i piec ok. 20 – 30 minut (w zależności od wielkości filetów).

Ryba po grecku

Nie wiem kto wymyślił tą nazwę, że to ryba po grecku, skoro w całej Grecji pewnie nikt nie robi takiej ryby. Danie coś mi się zdaje jest zdecydowanie polskie i w Wigilię gości na niejednym polskim stole.
Nie robię tej ryby zbyt często, zwykle dwa, może trzy razy w roku. I przyznaję, iż dopiero ze trzy lata temu nauczyłam się ją w ogóle robić. Tym razem dopytałam na wszelki wypadek jeszcze Dorotę o dodatkowe szczegóły.
Ryba wyszła bardzo dobra, ale jak na mój gust zbyt łagodna w smaku. Akurat tę potrawę wolimy bardziej na pikantnie. Następnym razem dodam zdecydowanie więcej chili.

Zdjęcie znowu nie jest zbyt rewelacyjne, ale nie mam pojęcia jak można zrobić artystyczne zdjęcie rybie po grecku.

SKŁADNIKI:

* ok. 800 – 800 g filetów rybnych
* 6 – 7 średnich marchewek
* 1 korzeń pietruszki
* kawałek korzenia selera
* 1 duża cebula
* 1 słoiczek/kartonik/tubka koncentratu pomidorowego
* 2 – 3 ząbki czosnku
* sól, pieprz, vegeta, przyprawa do ryb, chili
* nieco oleju do smażenia

Marchewki, pietruszkę i seler obrać i zetrzeć na tarce o dużych oczkach. Cebulę obrać i pokroić w kostkę. Na dużej patelni lub w garnku rozgrzać nieco oleju, wrzucić na to cebulę, zeszklić. Następnie dorzucić potarte warzywa. Całość smażyć, co jakiś czas mieszając, aż warzywa zrobią się miękkie. Dodać koncentrat pomidorowy. Jeśli jest on gęsty, to dolać jeszcze trochę wody. Całość powinna być dość mokra, jak gęsty sos. Doprawić wszystko vegetą i chili, ewentualnie czym tam jeszcze lubicie.

Filety rybne posolić, popieprzyć, przyprawić ewentualnie przyprawą do ryb lub vegetą.
Czosnek obrać i drobno pokroić. Na patelni rozgrzać olej i usmażyć filety. Jednocześnie dodać do smażenia czosnek, aby ryba nabrała fajnego aromatu.
Usmażone fileciki odłożyć na jakiś talerz.

Do miski nałożyć najpierw nieco masy warzywnej. Na to rozłożyć warstwę ryb. Potem znowu warzywa i znowu rybka. I tak do wyczerpania składników. Ostatnią warstwę powinny stanowić warzywa.

Ryba smakuje na ciepło jak i na zimno. Choć najlepsza jest kiedy postoi sobie kilka godzin i dobrze przejdzie smakami.
Smacznego.

Rybne sznycelki po indyjsku

Z powodu chwilowego remontu a normalne gotowanie obiadków nie mam teraz warunków. Jeszcze gorzej jest z warunkami do jedzenia, bowiem stół ciężko teraz w domu odnaleźć. Zatem chwilowo jemy rzeczy takie, które robi się na szybko, można zjeść też na zimno i bez talerzy.

Wczoraj zrobiłam między innymi sznycelki rybne. Smakowały najwidoczniej, bowiem mimo że pojawiło ich się całkiem sporo, do wieczora zniknęły wszystkie.
Nie jest to z pewnością typowo indyjski przepis, ale dostałam go jednak od Indyjek z mojej pracy. Zatem myślę sobie, że ma jakieś tam podłoże indyjskie, mimo iż bułka tarta sugeruje, iż jest znacznie „zeuropejzowany”.

SKŁADNIKI:

* 800 – 1000 g filetów rybnych (miałam z mintaja)
* 1 – 2 jajka
* 3 czubate łyżki gęstego mleka kokosowego
* 1 czubata łyżka tajskiej żółtej pasty curry lub Matsaman pasty curry
* 5 – 6 młodych cebulek
* 1 garść świeżych liści pietruszki lub kolendry
* sól, pieprz
* bułka tarta
* nieco oleju do smażenia

Liście kolendry lub pietruszki oraz młodą cebulkę drobno posiekać.
Filety rybne zmiksować w blednerze lub zmielić w maszynce do mięsa. W zależności ile ich macie, dodać do nich jedno lub dwa jajka. Następnie dodać pastę curry, mleko kokosowe, posiekaną pietruszkę (lub kolendrę) oraz cebulkę. Wszystko dobrze popieprzyć, posolić i wyrobić na jednolitą masę. Dosypać tyle bułki tartej (około 3 – 6 łyżek), by masa stała się na tyle zwarta, ażeby można było z niej formować sznycelki. Każdy sznycelek obtoczyć dodatkowo w odrobinie bułki tartej.
Na patelni rozgrzać niewielką ilość oleju i smażyć sznycelki na rumiano z obu stron po kilka minut.

Smakują jako dodatek do obiadu ale też jako zimna przekąska „do ręki”.

Krewetki po seczuańsku

Moj Kapsel z Danielem za krewetkami nie przepadają. Za to ja z Oliverem krewetki uwielbiamy. Dobrze przyrządzone potrafią być prawdziwym rarytasem. By jednak takie były, trzeba najpierw kupić krewetki dobrej jakości. A te są z reguły drogie, więc siłą rzeczy stać mnie na takie delikatesy raczej rzadko. W moim ulubionym azjatyckim sklepie krewetki były zawsze dobrej jakości. A że ostatnio go odwiedziłam… to tym sposobem powstało to danie.

SKŁADNIKI (dla 4 osób):

* 600 – 750 g krewetek
* 1 mały kawałek imbiru
* pęczek młodej cebulki
* 4 ząbki czosnku
* 1 czubata łyżeczka mąki ziemniaczanej
* 1 białko
* olej do smażenia

na sos:
* 2 łyżki sosu sojowego
* 1 łyżka chińskiego wina lub sherry
* 1 łyżka miodu
* 1 łyżeczka chińskiej przyprawy pięciu smaków
* 1 łyżeczka mąki ziemniaczanej
* 1 łyżeczka octu winnego
* sól, pieprz

Krewetki obrać ze skorupek, posolić i zostawić na 2 minuty. Włożyć na sito i opłukać pod bieżącą wodą. Potem osuszyć na papierowym ręczniku.
Białko ubić, dodać czubatą łyżeczkę mąki ziemniaczanej i 2 łyżki wody. Wymieszać na gładką masę, wylać na krewetki, wymieszać i odstawić na jakieś pół godziny.
Obrać i drobno posiekać imbir, czosnek i cebulkę.

Przygotować sos. Mąkę ziemniaczaną wymieszać z małą ilością zimnej wody (ok. 1 – 2 łyżki). Dodać sos sojowy, sherry, ocet, miód, przyprawe chińską, sól i pieprz. Wymieszać i odstawić.
Na dużej patelni rozgrzać nieco oleju. Wrzucić krewetki i smażyć je na dużym ogniu przez 2 – 3 minuty, co jakiś czas mieszając. Dodać posiekany czosnek, imbir i cebulki. Wymieszać ponownie sos i wlać go do krewetek. Całość smażyć jeszcze przez kilka minut ciągle mieszając.

Łososiowe cannelloni na szpinaku zapieczone pod beszamelem

Skąd wzięłam pomysł na takie danie? To jedzonko jest jednym z tych, które serwuje się w mojej pracy. Tyle, że w pracy przywożą nam je gotowe, ja tylko podgrzewam. Jako że bardzo mi smakowało, postanowiłam zrobić to samo po domowemu, aby i moi faceci mogli od czasu do czasu zjeść te pyszności.

Na rynku dostępny jest specjalny makaron do cannelloni, w kształcie takich grubych rurek. Jednak moje doświadczenia z nim sa niezbyt zachęcające do dalszych prób. Rurki te bowiem należy najpierw ugotować, a po ugotowaniu makaron ten się zniekształca, rozwala i w ogóle nadzianie go czymkolwiek graniczy z cudem. Dlatego od dawna robię cannelloni używając płatów makaronowych do lasani. Płaty te w tym celu się super sprawdzają, dlatego i wam je polecam.

Składniki w przepisie wystarczą na danie dla 4 – 5 osób. Jeśli gotujecie dla mniejszej rodzinki (np 2 – 3 osób) po prostu zmniejszcie ilość składników o połowę.

SKŁADNIKI (dla 4 – 5 osób):

* 1 kg mrożonego szpinaku w całych liściach
* 750 g łososia, przy czym mogą to być jedynie filety z łososia, a może być pół na pół: łosoś świeży i łosoś wędzony (z wędzonym smakuje znacznie lepiej)
* 200 g serka Ricotta lub podobnego twarożkowego
* 2 – 3 łyżki posiekanego szczypiorku
* 2 łyżki bułki tartej
* kilka ząbków czosnku
* 12 – 13 płatów makaronowych do lasani
* sól, pieprz, przyprawa do ryb (niekoniecznie) lub vegeta, czosnek, dowolne zioła i co tam lubicie

na beszamel:
* czubata łyżka masła (ok. 50 g)
* czubata łyżka mąki
* ok. 500 – 550 ml mleka
* sól, pieprz, gałka muszkatołowa

lub w wersji mniej kalorycznej, na „beszamel oszukany”:
* 2 torebki dowolnego białego sosu (kupuję najczęściej 1 torebkę sosu holenderskiego + 1 torebkę białego ziołowego)

Przygotować najpierw farsz z łososia. W tym celu rybę najlepiej posiekać nożem na malutkie kawałeczki lub – tak jak robię to ja – zmielić w blenderze. Dodać do tego serek ricotta, posiekany szczypiorek, bułkę tartą oraz przyprawy. Dużo przypraw: sól, pieprz, przyprawę do ryb lub vegetę (ja daję moją domową vegetę), dowolne zioła i co tam lubicie. Ważne by rybę dobrze przyprawić, by nie była potem mdła. Wszystko wyrobić na jednolitą masę, tak jak się wyrabia np mięso na mielone.

Szpinak przełożyć do jakiegoś garnka lub na dużą patelnię. Jeśli jest jeszcze zamrożony, to nie trzeba dolewać wody, ani nic, tylko po prostu na małym ogniu go podsmażyć. Na koniec przyprawić go dobrze solą, pieprzem i czosnkiem. Przypraw, zwłaszcza czosnku nie żałować. Szpinak powinien być bowiem dobrze doprawiony.

Formy żaroodporne nasmarować lekko margaryną i wyłożyć na nie szpinak.

Do jakiegoś dużego garnka lub szerokiej miski, lub po prostu do czystego zlewu nalać gorącej wody i zanurzyć w niej płaty makaronowe do lasani. Można sobie teraz spokojnie walnąć kawkę lub wypalić papieroska. Płaty powinny się moczyć w tej wodzie dobre 5 – 7 minut. Po tym czasie powinny być już na tyle miękkie, że można je zwijać w rulonik.
Wyjąć je z wody i ewentualnie ostrożnie osuszyć papierowym ręcznikiem.

Na każdy taki płat nałożyć 1 dużą łyżkę farszu rybnego i zwinąć płat w rulonik.
Tak powstałe cannelloni układać w formach na szpinaku.

Teraz przygotować sos. Jeśli chcemy zrobić prawdziwy beszamel, to wbrew pozorom jest to całkiem proste. Robi się podobnie jak tradycyjną polską zasmażkę. W jakimś rondelku rozgrzać masło, zdjąć z ognia i ciągle mieszając dodawać mąkę. Wymieszać na gładką masę, dodać mleko i ciąglę mieszając doprowadzić do wrzenia. Beszamel zdjąć z ognia i doprawić gałką, solą i pieprzem.

Jeśli wolimy sos mniej kaloryczny to polecam tzw „beszamel oszukany” jak ja to nazywam. Po prostu przygotowujecie sos z torebki według przepisu na opakowaniu.

Beszamelem prawdziwym lub oszukanym polać dość obficie nasze siedzące na szpinaku cannelloni. Odczekać kilka minut aż sos zmiękczy jeszcze dodatkowo górną warstwę naszych cannelloni.
Nagrzać piekarnik do 175°C i wstawić do niego nasze formy z potrawć.
Zapiekać około 25 – 30 minut.

Karp wigilijny

Wiem, iż każdy ma swoje sprawdzone recepty na wigilijnego karpia, ale zapewniam was, iż ten karp jest naprawdę wyjątkowy. W moim rodzinnym domu tego karpia zawsze przygotowywał Tata. Oczywiście w Wigilię nie mogłoby go zabraknąć na moim stole, ale przyznaję, iż czasem oboje z Kapslem przyrządzamy tę rybę i bez świątecznych okazji.

W wypadku tego przepisu jest jeden trick. Ryba powinna być kupiona kilka dni prędzej, bowiem karp ten powinien poleżakować obłożony cytryną w zamrażarce.
Może to trochę dziwne takie postępowanie. Nie wiem, ale coś w tym musi być, bowiem karpik smakuje potem wyśmienicie, więc polecam wszystkim smakoszom ryb.

SKŁADNIKI:

* 1 sprawiony karp
* 2 – 3 cytryny
* niecałe pół szklanki półwytrawnego wina
* sól
* przyprawa do ryb
* kilka gałązek świeżej pietruszki i koperku
* kilka ząbków czosnku

Sprawionego karpia umyć dobrze w zimnej wodzie nacierając solą, oskrobać z niego wszystkie łuski, jeszcze raz opłukać i osuszyć papierowym ręcznikiem.
Cytryny umyć i razem ze skórką pokroić w cienkie plasterki. Karpia obłożyć cytrynowymi plasterkami, kilka plasterków wsadzić też do brzucha ryby. Potem całość dobrze owinąć folią aluminiową. Razem z cytrynami wsadzić go do zamrażarki. I … no tak… może tam sobie poleżeć kilka dni.

Jeśli będziemy chcieli karpia już przygotować to najlepiej wyjąć go kilka godzin prędzej z zamrażarki, by dobrze nam się rozmroził. Cytryna spowoduje, że karp będzie miał całkiem niekarpiowaty zapach. Należy go teraz jeszcze raz umyć. Cytrynę natomiast można wywalić.

Umytego karpia, osuszyć papierowym ręcznikiem, natrzeć solą, posypać przyprawą do ryb. Umieścić go w całości na blaszce albo w dużej płaskiej formie żaroodpornej. Do wnętrza brzucha napakować mu ząbki czosnku, gałązki pietruszki i koperku. Wsadzić do piekarnika i piec w temp. 175°C przez około 1 – 1,5 godz. (w zależności od wielkości karpia). Na pocieszenie należy go co jakiś czas uraczyć winem. Podlewać go tym winkiem, by nasz karpik nabrał rumieńców i zrobił się najbardziej smakowitym karpiem świata. Jednak nie zalewać go, nadmiar alkoholu bowiem szkodzi. Karpiom zwłaszcza.
Potem wyłożyć go w całości na podłużny talerz i uważając na ości, zajadać ze smakiem.

Warzywno – rybne pulpeciki z piekarnika

Przepis dostałam od mojej przyjaciółki Grażki. Puplepciki okazały się być naprawdę smaczne, nawet dla mnie. A to już coś, ponieważ nie jestem wielbicielką rybnych smaków.
Tak więc polecam i wam do wypróbowania.

SKŁADNIKI:

* 800g filetów rybnych
* 400g warzyw według uznania (u mnie był por, marchewka, korzeń i natka pietruszki, kawałek cukini, czosnek i cebula)
* 2 jajka
* 1 bulka (niekoniecznie sucha)
* bulka tarta
* odrobina oleju
* sól, pieprz, papryka i inne przyprawy w zależności od smaku

Filety rozmrozić, ewentualnie sprawdzić czy na pewno nie ma jeszcze jakiś ości i jeśli się trafią, to je usunąć. Pokroić na małe kawałki i odstawić na sito, żeby pozbyć się nadmiernej ilości wody. Wodę można nawet lekko z filetów odcisnąć.

Warzywa pokroić i podsmażyć na bardzo małej ilości oleju. Doprawić je solą, pieprzem oraz czym tam lubicie i smażyć ciągle mieszając do momentuy, aż zmiękną. Warzywa podczas pieczenia wydzielą i tak sok, ale jeśli całkowicie ona wyparuje, a warzxywa jeszcze nie będą całkiem miękkie możemy dolać odrobinkę wody i dusić nadal.

W trakcie gdy warzywa sie duszą zmiksować rybę nożykiem miksera, aż uzyskamy rybną paćkę. Następnie dodać do tego podsmażone warzywa, pokruszoną
na mniejsze kawałki bułkę oraz jajka i wszystko znowu zmiksować by powstała w miarę jednolita masa. Ewentualnie możemy teraz jeszcze przyprawic solą i pieprzem. Masa powinna mieć taką konsystencję, żeby można było formować z niej okrągle, nie klejące się za bardzo do rąk klopsiki. Jeśli jest zbyt miękka dosypać nieco bułki tartej.
Z masy formować rybne frykadelki i układać je na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia.

Piec w piekarniku nagrzanym do 150°C przez ok. 35 – 45 minut.
Smacznego.

Dorady na sposób sródziemnomorski

Dorady są bardzo smacznymi rybami. Mają niewiele ości, smacznie przyrządzone są prawdziwym rarytasem. Jako ze miałam jeszcze kilka zamrożonych, postanowiłam dziś zaserwować nam taki rarytas. Rybki wyszły rewelacyjne. W ten sam sposób można też przyrządzić pstrągi.
Przepis znalazłam w książce „Jahreszeitenküche für die Famielie”, którą dostałam od Kapsla pod choinkę.
Chociaż mało kiedy zdarza mi się trzymać ściśle jakiegoś przepisu, więc i tym razem troszkę pozmieniałam.

SKŁADNIKI:

* 2 – 3 dorady (lub pstrągi)
* 4 duże ziemniaki
* 2 pory
* 4 ząbki czosnku
* 1 cebula
* kilka pomidorków koktajlowych
* 2 gałązki świeżego rozmarynu (lub łyżeczka suszonego)
* 4 łyżki oliwy
* niecale pół szklanki bulionu
* sól i pieprz
* przyprawa do ryb (niekoniecznie)

Ryby umyć i osuszyć papierowym ręcznikiem. Naciąć z każdej strony trzy razy. Natrzeć solą i popieprzyć. Ewentualnie posypać jeszcze przyprawą do ryb.
Ziemniaki umyć, obrać i pokroić w plasterki. Porę w krążki, cebulę w półtalarki. Czosnek obrać. Jeden ząbek przeciąć na pół i natrzeć nim formę, na której zamierzamy piec nasze rybki. Resztę czosnku drobniutko pokroić.
Na patelni rozgrzać oliwę, wrzucić ziemniaki, dodać czosnek, cebulę i porę. Posypać rozmarynem. Wszystko podsmażyć jakieś 3 – 4 minuty. Posolić, popieprzyć i przełożyć na naszą żaaroodporną formę.
Pomidorki poprzekrajać i poukładać gdzieniegdzie między ziemniaki. Na to wszystko ułożyć ryby.
Wlać trochę bulionu i całość zapiekać w piekarniku w temp. 220°C przez ok. 45 minut.

Zapiekanka rybna z marchewką

Taki mieliśmy dziś obiadek. Kapsel był zachwycony, dzieci również. Ja tak sobie, jako że jak już wspomniałam, nie jestem aż taką wielbicielką ryb. Jednak pod tą postacią nawet ja zjem z apetytem.

SKŁADNIKI (na dużą zapiekankę dla 4 osób):

* 1 kg filetów rybnych
* ok 1 kg marchewki (może być trochę mniej)
* przyprawa do ryb (dość sporo)
* 1 łyżka masła
* 400 g śmietany
* 2 opakowania jakiegoś jasnego sosu (najlepiej typowego do ryb)
* sól, pieprz
* olej do smażenia

Marchewkę obrać i zetrzeć na tarce o grubych otworach. Przełożyć do jakiegoś garnka, dodać nieco wody (ok. 1 lub półtora szklanki), łyżeczę soli i łyżkę masła. Pogotować aż marchewka zmięknie. Woda powinna już prawie cała odparować. Jeśli nie, to nadmiar wody odcedzić.

Filety osuszyć papierowym ręcznikiem, posolić, popieprzyć, obsypać przyprawą do ryb i upiec na patelni z obu stron.

Do dużej formy żaroodpornej wyłożyć najpierw warstwę upieczonych ryb, na to marchewkę. Znowu ryby i znowu marchewka.

W misce rozmieszać proszek na sos, zastępując jednak połowę ilości wody podanej na opakowaniu śmietaną. Gdy wyjdzie nam dość gęsta zawiesina dodać jeszcze nieco wody. Wszystko dobrze wymieszać, poczym wlać to na nasze ryby z marchewką.

Zapiekać całość w piekarniku w temp. 175°C ok. 30 min.

Śledzie w śmietanie

Nie jestem wielką miłośniczką ryb, ale czasem jakieś potrawy rybne i robię, i jadam. Te śledziki w śmietanie w moim rodzinnym domu robiło się zawsze na wigilię (obok tuzina innych smakołyków). Ja robię je znacznie częściej niż raz do roku, głównie z powodu moich lubiących ryby pod każdą postacią chłopów.

SKŁADNIKI:

* dwa słoiki płatów śledziowych w occie (po odcedzeniu miałam tych płatów 400g)
* dwie mniejsze cebule
* 200 g kwaśnej śmietany
* 300 g naturalnego jogurtu

Płaty śledziowe odcedzić, zachowując jednak marynatę occtową (będzie nam potrzebna).
Cebulę pokroić w półtalarki. Zagotować w jakimś małym garnku wodę i wrzucić do wrzątku pokrojoną cebulę. Pogotować ok. 3 minut. Potem odcedzić na sitku i przelać zimną wodą, aby szybciej ostygła.
Płaty śledziowe przekroić wzdłuż, ściągnać z nich skórkę (choć można tego nie robić). Zawijać w ruloniki i układać w jakieś misce. Na to ułożyć nieco przegotowanej cebuli. Potem znowu śledziki i znowu cebulę.

W osobnej misce wymieszać jogurt i śmietanę (kto chce może zamiast śmietany użyć tylko jogurtu). Dolać do tego część octowej marynaty. Tyle, by masa jogutowa nie była za rzadka, ale by miała kwaskowaty smak. Zalać nią śledziki i odstawić na godzinę do lodówki. Śmietana jogurtowa jeszcze przez ten czas nieco zgęstnieje.

U nas takie śledziki jada się z utuczonymi ziemniakami.