Ghee czyli masło klarowane i ghee szałwiowe

Ghee czyli klarowane masło ma zdecydowanie wiele zalet. O jego właściwościach leczniczych i innych możecie poczytać więcej np tu.
W sklapach można kupić gotowe ghee, ale jest ono drogie i dlatego warto sobie przygotować je samemu, tym bardziej, iż jest to naprawdę całkiem proste.
Ja osobiście przygotowując ghee, robię zwykle jeden słoik w wesrsji ziołowej. Najbardziej lubię dodać szałwię (powstaje wtedy masełko szałwiowe), ale równie fajne jest masło oreganowe, bazyliowe, tymiankowe czy jakieś jeszcze inne. Takie masło ze swoim lekko ziołowym smakiem nadaje się doskonale jako omasta do kopytek czy pierożków, a i pieczona na nim rybka nabiera innego smaku.
Podaję przepis na zrobienie od razu 2 słoików ghee, jednego w wersji szałwiowej.

SKŁADNIKI:

* 4 kostki dobrej jakości masła niesolonego
* pęczek szałwi

Zasada jest dziecinnie prosta. Masło należy włożyć do garnka z grubym dnem i topić na maleńkim ogniu przez powiedzmy 35 – 45 minut. Ogień powinien być na tyle mały by masło nam się najpierw stopiło a potem jakby gotowało, ale bez wielkiego gotowania (tzn nie powinno się za bardzo burzyć). W trakcie klarowanie na dnie garnka będzie się zbierać biała maż, a na powierzchni szumowiny. Liczne przepisy podają, że należy zbierać te szumowiny łyżką cedzakową, ale po co utrudniać sobie robotę. Jeśli nasz ogień nie będzie za duży, wcale nie trzeba tego robić, bo szumowiny same utworzą na górze swoistą skorupkę, którą można potem przy przelewaniu masła do słoika zwyczajnie odsunąć.

Jak już masło się wyklaruje (30 – 40 minut), najlepiej sciągnąć je z ognia i odczekać nieco. Potem delikatnie przelać złoty płyn do czystych słoikow.

Teraz możemy masło z jednego słoika przerobić na masło szałwiowe (lub inne ziołowe). Wystarczy garść liści szałwiowych dobrze posiekać i wrzucić do jednego słoika. Lekko przemieszać łyżeczką i zakręcić słoik.
Na drugi dzień słoik z masłem z ziołami podgrzać delikatnie w kąpieli wodnej do momentu aż masło się ponownie stopi. Przecedzić teraz je przez sitko i już bez ziół wlać ponownie do słoika. Gotowe.

Ghee ma piękny zółtawy kolor. Ghee ziołowe (np szałwiowe) będzie w kolorze nieco zielonkawe, dlatego nawet jeśli zrobicie od razu dwie wersje, to nie trzeba słoików opisywać.

Po lewej ghee zwykłe, po prawej szałwiowe,

Marynaty do mięs i ryb na grilla

U mnie właśnie za oknem leje i zrobiło się ciemno jakby był wieczór. Ale ogólnie przed nami lato. A lato to czas grillowania.

Pomyślałam sobie, iż wstawię tu przepisy na wszelkiego rodzaju marynaty do mięs. Właściwie wszystkie z nich wypróbowałam przez ostatnie lata. Mięsko marynowane w jednych smakowało mi bardziej, w innych mniej. Ale wiadomo to kwestia indywidualnego gustu i smaku. Jedni wolą bardziej pikantnie, inni mniej pikantnie. Jedni wolą swojsko, inni egzotycznie.

Zachęcam do wypróbowania.

Składniki są tu podane w takich ilościach, iż wystarczy na zamarynowanie mięska dla powiedzmy 4 osób. Jednak w niektórych przypadkach, zwłaszcza jeśli macie zamiar robić jakieś grillowe party, musicie te ilości odpowiednio zwiększyć.

By przygotować te wszystkie marynaty, należy po prostu wymieszać wszystkie składniki. Potem zanurza się w nich lub naciera nimi mięsko i na kilka godzin wkłada do lodówki.
W przepisach zatem podam jedynie składniki. A wy sami się już domyślicie, co trzeba z nimi zrobić.

Zdjęć akurat na wszystkie nie mam, bo tego roku jeszcze nie grillowałam. Ale w miarę jak będę robić, to powstawiam tutaj.

Na razie póki co przepiszę wam tutaj wszystkie przepisy na marynaty, jakie mam zapisane w swoim kajecie z przepisami. Wszystkie jak wspomniałam były przeze mnie wypróbowane. Zwykle robiłam mięsko w dwu różnych wersjach, bowiem u mnie np Kapsel woli zdecydowanie takie na bardzo pikantnie, a my z dziećmi na słodko – pikantnie lub ziołowo.

No to jedziemy. A będzie tego trochę.

Marynata balsamiczno – ziołowa
* 8 łyżek oliwy
* 2 łyżki octu balsamicznego
* 2 – 3 łyżki drobno posiekanej młodej cebulki
* 2 – 3 łyżki drobno posiekanej pietruszki
* 1 łyżka drobno posiekanego rozmarynu
* 1 – 2 łyżka drobno posiekanego tymianku
* sól, pieprz

Marynata cytrynowo – rozmarynowa
* 8 łyżek oliwy najlepiej extra vergine
* sok z 1 i pół cytryny
* 2 – 3 łyżki drobniutko posiekanego świeżego rozmarynu
* 2 przeciśnięte przez praskę ząbki czosnku
* sól, pieprz

Marynata pomarańczowa
* sok z 1 – 1,5 pomarańczy
* 1 łyżka startej skórki z pomarańczy
* 1 łyżka occtu jabłkowego
* 1 łyżka miodu
* 2 przeciśnięte przez praskę ząbki czosnku
* pół łyżeczki cynamonu
* pół łyżeczki zmielonego imbiru
* ćwierć łyżeczki startej gałki muszkatołowej
* biały pieprz

Marynata do żeberek
* 100 ml sosu sojowego
* 100 ml jasnego Balsamico
* 5 łyżek płynnego miodu
* 4 łyżki ketchupu
* 4 łyżki gruboziarnistej musztardy
* 1 łyżka sosu Worcestershire
* 1 duża cebula pokrojona w drobną kostkę
* 4 przeciśnięte przez praskę ząbki czosnku
* pół łyżeczki chili

Marynata barbecue łagodna
* 100 ml oleju
* 30 ml płynnego miodu
* 1 mała cebula pokrojona w drobną kostkę
* 1 – 2 przeciśnięte przez praskę ząbki czosnku
* 2 łyżki ketchupu
* 2 łyżki łagodnej musztardy
* 4 łyżki coli
* pół łyżeczki slodkiej papryki
* pół łyżeczki kuminu

Marynata syryjska
* 6 łyżek oliwy
* 3 łyżki soku cytrynowego
* 3 łyżki posiekanej świeżej pietruszki
* 1 łyżeczka drobno posiekanego świeżego imbiru
* 2 łyżeczki kuminu
* 2 łyżeczki ziaren kolendry
* pół łyżeczki czarnego pieprzu
* pół łyżeczki lub mniej chili
(tutaj ziarna kolendry, kuminu i pieprzu powinny być nieco roztłuczone w moździerzu lub grubo zmielone)

Chińska marynata ananasowo – imbirowa
* 6 łyżek jasnego sosu sojowego
* 6 łyżek soku ananasowego
* 1 łyżeczka zmielonej gorczycy
* 2 łyżeczki drobniutko posiekanego świeżego imbiru
* 1 – 2 przeciśnięte przez praskę ząbki czosnku
* 1 łyżeczka oleju sezamowego
* 2 łyżki sherry (ja jak nie mam, to nie dodaję)

Marynata karaibska
* 1 duża cebula pokrojona w drobną kostkę
* 4 przeciśnięte przez praskę ząbki czosnku
* 3 – 4 łyżki przecieru pomidorowego
* 2 łyżki octu winnego czerwonego (Rotweinessig)
* 2 łyżki pasty anchovis (pasta rybna)
* 1 – 2 łyżki pasty chili
* 2 łyżeczki brązowego cukru

Marynata meksykańska
* sok z 1 limetki
* sok z 1 pomaranczy
* 3 łyżki soku ananasowego
* 3 łyżki oliwy
* 2 łyżki Tequilli
* 2 łyżki posiekanej świeżej kolendry
* 3 przeciśnięte przez praskę ząbki czosnku
* 1 łyżeczka zmielonego kuminu
* 1 łyżeczka suszonego oregano
* 1 łyżka osterej papryki
* sól

Marynata grecka
* 8 łyżek oliwy
* 1,5 łyżki miodku
* sok i starta skórka z 1 cytryny
* 3 łyżki posiekanego świeżego tymianku
* 3 przeciśnięte przez praskę ząbki czosnku
* sól, pieprz

Marynata kantońska
* 250 ml sosu hoisin
* 3 łyżki occtu ryżowego (jeśli nie mam, zastępuję occtem winnym)
* 2 łyżki sosu sojowego
* 4 przeciśnięte przez praskę ząbki czosnku
* 1 łyżka oleju sezamowego
* 1 łyżka brązowego cukru
* 1 łyżeczka chińskiej przyprawy pięciu smaków
* kilka kropel tabasco (niekoniecznie)

Indyjska marynata jogurtowa
* 8- 10 łyżek naturalnego jogurtu
* ok. 2,5 cm kawałek imbiru, drobno posiekanego
* sok z 1 i pół cytryny
* 1 łyżeczka kurkumy
* 1 łyżeczka zmielonych ziaren kolendry
* 1 łyżeczka zmielonego kuminu
* 1 łyżeczka Garam Masali
* pół łyżeczki chili
* sól

Bałkańska marynata jogurtowa
* 250 ml naturalnego jogurtu
* sok z 1 cytryny
* pół średniej cebuli pokrojonej w drobną kostkę
* 4 przeciśnięte przez praskę ząbki czosnku
* 2 łyżki słodkiej papryki
* ćwierć łyżeczki ostrej papryki (chili)

Chermoula – marynata arabska
* 250 ml oliwy
* sok z 2 cytryn
* 1 duży pęczek świeżej kolendry, dorbno posiekanej
* 1 pęczek świeżej pietruszki, drobno posiekanej
* 6 przeciśniętych przez praskę ząbków czosnku
* 1 łyżka zmielonego kuminu
* 1 łyżeczka zmielonych ziaren kolendry
* 1 łyżka papryki słodkiej
* ćwierć łyżeczki chili

Marynata południowoafrykańska
* sok z 2 cytryn
* 100 ml oliwy
* 4 – 5 łyżek marmolady morelowej
* 3 cm kawałek imbiru, drobno posiekanego
* 1 – 2 cebule pokrojone w drobną kostkę
* 4 – 5 przeciśnięte przez praskę ząbki czosnku
* 1 – 2 drobniutko posiekanego świeżego czerwonego chili
* pół łyżeczki curry
* sól

No i to by było na tyle.

Domowy majonez

Wiem, że majonez to taki niezdrowy dodatek, ale czasem do sałatek się jednak na niego skuszę. Nie lubię jednak tego niemieckiego majonezu sklepowego, bo smakuje jakoś dziwnie, bardzo sztucznie i dupowato. Zatem czasem (bo przyznaję iż nie zawsze)  robię go sobie sama. Przynajmniej wiem co tam mam w środku. Takiego właśnie majonezika dodaję czasem do sosów sałatkowych. Przygotowanie jest bardzo proste, ale wymaga nieco cierpliwości, bowiem czeka nas około 15 minut miksowania. .

SKŁADNIKI (na jeden słoik 250 ml):

* 1 jajko
* szklanka (200 ml) oleju
* łyżeczka musztardy (ja użyłam dijon)
* łyżeczka cukru
* pół łyżeczki soli
* sok z połówki cytryny

Wszystkie składniki powinny mieć temperaturę pokojową. Zatem należy wyjąć jajko czy musztardę odpowiednio wcześniej z lodówki.

Do miski wbić jajko, uważając by żółtko się nam przy tym nie rozwaliło. Dodać sok z cytryny (tak około 1 – 1,5 łyżki, sól, cukier i musztardę. I zaczynamy to miksować mikserem, ale na najmniejszych obrotach. Zaczynamy wlewać olej, ale należy to robić bardzo ostrożnie, by nam się majonez nie zważył. Tzn wlewamy olej stopniowo i cienką strużką, cały czas miksując i miksując. Masa będzie się stawała stopniowo gęściejsza. W ten sposób należy wmiksować cały olej. Potem możemy trochę zwiększyć obroty miksera (ale lepiej nie na maxa) i ucierać wszystko do momemntu, aż majonez będzie miał konsystencję taką mniej więcej jak majonez sklepowy.
Próbujemy sobie trochę i ewentualnie możemy nieco doprawić solą lub pieprzem. Jeśli majonez wydaje nam się zbyt kwaskowaty, to dosypujemy jeszcze odrobinę cukru.

Gotowy majonez przekładamy do słoiczka i do lodowki. Majonez można przechowywać w lodówce do 10 – 14 dni.

Ziołowe oleje do sałatek

Lato w pełni i pewnie macie w ogódkach lub choćby w doniczkach na parapecie jakieś zioła.
Bardzo polecam wam przygotowanie oleju aromatyzowanego ziołami, który będzie świetnym dodatkiem do waszych sałatek. A zresztą nie tylko do sałatek, bowiem nadaje się on również do marynowania mięsa czy innych specyfiów.

W sklepach dostępne są przeróżne oleje aromatyzowane, ale z reguły są one cholernie drogie. Po jaką cholerę więc przepłacać, skoro możemy sobie sami przygotować taki olej i to nawet w kilku wersjach w zależności jakie smaki lubimy.

Ponadto zamiast np. drogiej oliwy warto użyć do tego oleju rzepakowego. Jest on dużo tańszy a zdrowszy, bowiem zawiera więcej nienasyconych kwasów tłuszczowych niż oliwa.

Ja do moich olejów aromatyzowanych używam właśnie dobrego oleju rzepakowego lub oleju z ostu (osetowego?).

No dobra, jak to zrobić?
Podstawą są z pewnością świeże zioła. Im więcej, tym lepiej. Należy je przed zalaniem olejem opłukać i dobrze osuszyć z wody np przy pomocy papierowego ręcznika.
Jeśli nie mamy zbyt wiele świeżych ziół, wtedy możemy dodać zioła suszone.
Oprócz ziół dodajemy to co lubimy.
Np startą skórkę cytrynową, czosnek, chilli, cynamon, pieprz itp.
Czosnek należy obrać i każdy ząbek poprzekrajać na 2-3 części. Chilli naciąć wzdłuż. Jeśli używamy przypraw (np pieprzu) to jedynie przypraw w całości, a nie mielonych. Jeśli chcemy użyć skórki z cytrusów, należy owoce najpierw dobrze wyszorować szczoteczką pod gorącą wodą. Potem zetrzeć samą skókę.

Ja zwykle przygotowuję kilka różnych wersji w około 250 ml słoikach lub butelkach. W ten sposób mogę sobie tworzyć potem różne kreacje smakowe sałatek.

A oto przykładowe moje wersje na ziołowe oleje.

olej ziołowo – czosnkowy

* 250 – 300 ml oleju rzepakowego lub oliwy
* 4 – 5 ząbków świeżego czosnku
* 1 gałązka świeżego rozmarynu
* garść innych świeżych ziół (oregano, majeranek, bazylia, tymianek – co tam mamy). Jeśli nie mamy świeżych ziół dodajemy po łyżeczce ziół suszonych


olej rozmarynowo – cynamonowy

* 250 – 300 ml dobrego oleju (u mnie olej z ostu)
* 2 – 3 laski cynamonu
* 4 – 5 gałazki świeżego rozmarynu


olej cytrynowo – tymiankowy

* 250 – 300 ml oleju rzepakowego lub oliwy
* skórka starta z 2 cytryn
* garść świeżego tymianku
* 1 łyżeczka ziaren zielonego pieprzu


olej oreganowy

* 250 – 300 ml oleju rzepakowego lub oliwy
* garść świeżego oregano
* 1 gałązka świeżego rozmarynu
* 1 łyżeczka ziaren czerwonego pieprzu


olej chilli

* 250 – 300 ml oleju rzepakowego lub oliwy
* garść dowolnych świeżych ziół
* 2 – 3 papryczki chilli

Do słoika lub butelek włożyć zioła i przyprawy. Zalać do samej góry olejem. Słoik zakęcić i schować do jakieś szafy na około 2 tygodnie. Powinien stać w temperaturze pokojowej, w ciemnym miejscu. Raz na jakiś czas nieco słoikiem „poszelątać”. Po dwu tygodniach możemy olej przelać przez drobne sitko i zlać do ładnych butelek.
Gotowe.

Syrop z kwiatów dzikiego bzu

 

W naszym domu prawie wcale nie kupujemy gotowych sklepowych napojów gazowanych czy innych. Za wyjątkiem wody mineralnej. Ci, którzy nas znają już o tym wiedzą. Codziennie rano przygotowuję do dzbanków owocową herbatkę dla dzieci, którą potem pija się w ciągu dnia. Schłodzoną lub nie. W ogóle pijemy dużo herbat, przeróżnych. No i jest woda mineralna.
I właśnie do tego typu napojów wspaniałym dodatkiem są domowej produkcji syropy.

Syrop zrobiny z kwiatów dzikiego bzu ma specyficzny smak, który znakomicie komponuje się np. z truskawkami. W ogóle jest też fajnym dodatkiem do deserów.
A przygotowanie takiego syropu jest w zasadzie dziecinnie proste. W necie jest mnóstwo przepisów na zrobienie takiego syropu. Generalnie wszystkie one bazują na przepisie podstawowym, który można modyfikować według własnej weny twórczej.

SKŁADNIKI (na przepis podstawowy):

* 30 – 40 baldachimów kwiatów czarnego bzu
* 1 kg cukru
* 1 litr wody
* sok z 1 cytryny

Kwiaty bzu pozbierać z drzew rosnących daleko od drogi, najlepiej w słoneczny dzień, układając je delikatnie w koszyku czy misie (nie do reklamówki!).

Gdy wrócimy do domu należy kwiaty od razu oporządzić. Nie myć ich, nie płukać, nie potrząsać, by nie stracić pyłku kwiatowego.
Bezpośrednio nad naczyniem, w którym będziemy przygotowywać syrop (może to być garnek, lub tak jak u mnie bardzo duży słój) odcinać nożyczkami kwiaty tak, by usunąć jak najwięcej zielonych gałązek. Zielone częśći mogą bowiem nadać gorzkiego posmaku, zatem im ich mniej, tym lepszy będzie nasz syrop.

Jak już uporamy się z kwiatuszkami, należy przygotować zalewę.
W tym celu gotujemu wodę z cukrem i sokiem wyciśniętym z jednej cytryny.
Tak powstałym cukrowym gorącym syropem zalewamy nasze kwiaty. Powinny być całkowicie zakryte. Jak nieco przestygnie, naczynie przykrywamy i odstawiamy na kilka dni (2 – 4). Raz lub dwa razy dziennie delikatnie należy syrop przemieszać.

Po tym czasie syrop dokładnie przefiltrować i rozlać do czystych butelek lub słoiczków. Jeśli chcemy go dłużej przechowywać należy słoiczki zapasteryzować. W tym celu wystarczy podgrzać syrop i wlewać do słoiczków bardzo gorący. Słoiczki od razu zakręcić i postawiać do góry dnem aż ostygną.
Po otwarciu słoiczka syrop przechowywać w lodówce.

A teraz inne wersje smakowe.
Przygotowując syrop możecie go trochę i według uznania ulepszyć i nadać mu nieco ciekawszego smaku.
Podaję tutaj kilka możliwości.

Syrop z kwiatów dzikiego bzu z cyrtyną
Dodatkowo (do przepisu podstawowego) potrzebujemy 2 cytryny. Cytryny wyszorować szczoteczką pod gorącą wodą, następnie pokroić w plasterki. Plasterki włożyć do naczynia z kwiatami jeszcze przed zalaniem gorącym syropem cukrowym.
Syrop z kwiatów dzikiego bzu z melisą
Do naczynia, do kwiatów dodajemy garść świeżych listków melisy.
Syrop z kwiatów dzikiego bzu z pomarańczą i wanilią lub cynamonem
Do naczynia z kwiatami dodajemy wyszorowaną szczoteczką pod gorącą wodą i pokrojoną na plastry pomarańczę oraz 1 laskę waniliową naciętą wzdłuż lub 1 laskę cynamonową.

Domowa kandyzowana skórka pomarańczowa

Co prawda kandyzowaną skórkę pomarańczową można kupić w każdym sklepie spożywczym, ale osobiście uważam, że w smaku jest ona wręcz beznadziejna i nie umywa się do takiej z domowej produkcji. Ta domowa jest bowiem slodziutka i pyszna, a przy tym podczas jej przygotowania w całym domciu roznosi się wspaniały zapach.

SKŁADNIKI:

* skórka z 3 – 4 pomarańczy
* 1 szklanka (lub kubek) cukru
* 1 szklanka (lub kubek) wody

Pomarańcze przed obraniem dokładnie umyć szczoteczką pod ciepłą wodą. Potem normalnie: pomarańcze zajadamy, skórki zbieramy. Teraz czeka nas najbardziej czasochłonna część zadania. Musimy bowiem usunąć ze skórek jak najwięcej białych gorzkich części.
Obraną skórkę sparzyć wrzątkiem, a następnie włożyć do jakiegoś naczynia, zalać czystą wodą i odstawić na kilka godzin. Ja zwykle odstawiam na noc.
Po wymoczeniu wyjąć skórki z wody i pokroić na malutkie paseczki. Wrzucić do garnka, dodać szklankę lub kubek wody i tyle samo cukru. Gotować na na średnim ogniu ok. 30 min., aż skórki staną się szkliste, a większość syropu wyparuje.

Skórki powinno się wyjąć z syropu i suszyć na kratce. Ja moje zwykle kroję tak drobno, że na żadnej kratce by się nie utrzymały. Zatem odcedzam je na sitku, a potem suszę na papierze do pieczenia.

W innej (bardziej przeze mnie ulubionej) wersji nie odcedzam skórek z syropu, tylko razem z nim przekładam do czystego słoiczka. Tyle, że trzeba nieco wcześniej ściagnąć z ognia, zanim syrop zrobi się całkiem gęsty.
Słoiczek zakręcić i wstawić do lodówki. Taka kandyzowaną skórkę pomarańczową można przechowywać w lodówce nawet kilka miesięcy. U mnie się nigdy aż tyle czasu nie uchowała, bowiem na bieżąco zużywam ją dodając do różnych wypieków lub zwyczajnie wyjadając łyżką.

Ekstrakt z wanilii

W wielu przepisach na słodkości, czyli wszelkiego rodzaju ciasta, ciasteczka i desery jest podany w składnikach ekstrakt z wanilii. Zazwyczaj zastępowałam go sklepowym aromatem waniliowym, ale to nie to samo. Wreszcie jednak „wyprodukowałam” sobie swój własny waniliowy ekstrat i od teraz moge go używać do woli.

Wychodzi nawet bardziej ekonomicznie niż kupno gotowego, a sam aromat jest bardzo wyrazisty i jakościowo podejrzewam nawet lepszy, niż ten ze sklepu.

SKŁADNIKI:

* 500 ml wódki
* 4 laski wanilii

Strąki wanilii przeciąć wzdłuż na pół, ale nie do końca – końcówki pozostawić złączone.
Wrzucić je do butelki. Zalać wódką do całkowitego przykrycia strąków waniliowych. Zamknąć butelkę, trzymać w chłodnym, ciemnym miejscu (ale nie w lodówce), co jakiś czas energicznie wstrząsając.

Pełny aromat ekstrakt uzyska po 2 miesiącach, ale już po kilku dniach nabierze on ciemnej barwy. wtedy można go używać. Można przechowywać przez lata. Jeśli połowę ekstraktu zużyjecie, można uzupełnić butelkę alkoholem i trochę poczekać, do wzmocnienia aromatu.

Masełko ziołowe

Masełko ziołowe może być wspaniałym dodatkiem do mięska z grilla, albo do tostów. Czasami dodaję je do ziemniaczków, czy ryżu. Na dobrą sprawę można go dodać do wielu rzeczy. A posmarowane najpierw takim masełkiem kanapki stanowi niezłą odmianę.
W sklepach dostępne są masła ziołowe w kilku odmianach, jednak najbardziej lubię takie właśnie „domowej produkcji”.

Oczywiście można użyć ziół świeżych, ale by masło jednak dłużej zachowało świeżość, to jednak zawsze używam ziół suszonych.
Według smaku, można dodawać niektórych ziół i przypraw więcej lub mniej. Po prostu jak kto lubi.

SKŁADNIKI:

* 1 kostka masła
* 1 czubata łyżeczka domowej vegety  lub poł łyżeczki kurkumy
* suszone zioła jakie macie w domu – ja dałam koperek, lubczyk, estragon, tymianek, bazylię – wszystkiego po niecałej łyżeczce
* pół łyżeczki czosnku
* pieprz i sól (jeśli dajecie vegetę zamiast kurkumy, to soli już raczej nie trzeba)

Jeśli macie w domu młynek elektryczny (taki do kawy) to najlepiej jest wszystkie zioła wraz z kurkumą lub vegetą w nim po prostu zmielić. Im bowiem są drobniejsze, tym masło będzie miało mniej grudek.
Jeśli nie macie młynka, to po prostu mieszacie wszystkie te przyprawy ze sobą, a potem musicie je tylko dobrze wymieszać z miękkim masłem. Gotowe.

Domowy cukier waniliowy

Tym razem to nie przepis na żadne pyszności, ale na cukier waniliowy. Kto dużo i często piecze, tak jak ja, z pewnością doceni cukier waniliowy domowej produkcji.
Bo się okazuje, iż jest on dużo lepszej jakości niż te z torebek.
Ma niesamowity aromat i jest porównywany z tymi z górnej półki. Wiem, że laska wanilii do najtańszych nie należy, ale zobaczcie, ile cukru aromatyzuje! Poza tym można ją kupić na allegro po naprawdę groszowych cenach. Ja kupiłam na allegro 10 lasek waniliowych za taką cenę, za jaką w supermarkecie mogłabym dostać co najwyżej dwie.

SKŁADNIKI:

* 1 kg cukru
* 2 laski wanilii

Cukier wsypać do szczelnego pojemnika. Laski wanilii przeciąć wzdłuż, zeskrobać nożem nasionka, wymieszać z cukrem. Puste laski wanilii przeciąć na 2 – 3 części, również zakopać w cukrze. Zamknąć pojemnik. Wstrząsnąć. Cukier jest gotowy do użycia po ok. 2 tygodniach.

Kandyzowany imbir

Często w moich przepisach wśród składników pojawia się kandyzowany imbir. Jest on niezastąpiony w wielu potrawach, zwłaszcza tych z kuchni azjatyckiej. Stanowi nie tylko dodatek do potraw kulinarnych, ale jest też znakomitym lekarstwem. Możecie więcej poczytać na temat imbiru i jego cudownych właściwości tutaj.
Osobiście bardzo lubię imbir, choć może to dziwne. Bo jak można lubić coś, co najpierw wydaje się słodkie, a potem okazuje się być pikantne i wręcz szczypie w język. A taki właśnie bywa kandyzowany imbir.
Ale to właśnie ten kandyzowany, nie dość, iż bywa czasem trudno dostępny (nawet tu w „Niemcolandzie” można go kupić tylko w nielicznych sklepach), to na dodatek jest stosunkowo drogi. Przykładowo niedawno zapłaciłam za malutki (50 g zawartości!!!) słoiczek kandyzowanego imbiru w zalewie prawie 3 €. Tak więc pomyślałam sobie, iż czas najwyższy się wycwanić i zrobić imbir kandyzowany samemu.

Wracając wczoraj od logopedki wstąpiłam do warzywniaka „u Turka”. I za 3€ zakupiłam prawie 600 g imbiru. Z tej ilości otrzymałam jeden słoiczek (250 ml) imbiru kandyzowanego w zalewie, dwa mniejsze słoiczki imbirowego syropu i dodatkowo całe 80 g płatków imbirowych w cukrze. A na dodatek przez pół wieczora w domu rozchodził się wspaniały zapach. Tak pachniało, że nawet mój Kapsel, którego nos zwykle bywa na urlopie, pytał co to za aromaty. I dodał, że mogę takie coś gotować dziennie, bo bardzo podoba mu się zapach. Rzeczywiście pachniało niebiańsko. Nawet nie przypuszczałam, że gotujący się imbir wydziela aż takie wonności.

SKŁADNIKI:

* imbir
* cukier
* niepełna łyżeczka soli
* woda

Kupując świeży imbir najlepiej wybierać jak najgrubsze kawałki. Jest bardziej ekonomicznie. Poza tym mam wrażenie, że te cienkie są pikantniejsze.
Imbir należy najpierw cieniutko, ale dokładnie obrać ze skórki (fajnie się obiera przy pomocy łyżeczki) i już obrany zważyć. U mnie było to 460 g. Potem pokroić go w dość cienkie plasterki lub małe kawałeczki. Wrzucić do garnka, wsypać niepełną łyżeczkę soli i wlać tyle wody, by imbir był ledwie przykryty. Postawić to wszystko na niewielkiem ogniu i gotować około 30 minut. To właśnie wtedy imbir wydziela cudowny aromat, którym zapachnie wam w całym domu.

Po tym czasie imbir odcedzić na sitku i ponownie wrzucić do garnaka. Teraz należy wsypać tyle cukru, ile ważył obrany imbir. Może być odrobinę więcej, ale nie mniej.
Dodać niewielką ilość wody, jakieś 50 ml i wszystko znowu postawić na piecu. Gotować całość na jak najmniejszym ogniu do chwili, aż imbir zacznie się robić lekko szklisty czy nawet przeźroczysty. W sumie będzie to jakieś 30 – 40 minut.

Teraz są dwie możliwości:

1 – *kandyzowany imbir w zalewie*
Po prostu należy przełożyć jeszcze gorący imbir wraz z zalewą do umytych słoiczków. Należy go przechowywać w lodówce. Można go trzymać kilka miesięcy.

2 – *kandyzowane płatki imbirowe w cukrze*
Wyciągnąć z zalewy płatki imbirowe i pojedyńczno (tzn nieposklejane) rozłożyć je na kratce do wysuszenia. Pozostawić najlepiej na całą noc. Po tym czasie obtoczyć je po prostu w cukrze. Przełożyć do suchego, szczelnie zamykanego pudełka czy słoiczka. Też można przechowywać kilka miesięcy.

Kandyzowany imbir – obojętnie w której postaci – dodaje się do ciast, do mięs i wielu innych potraw. Na pewno na moim blogu zobaczycie jeszcze niejeden przepis z dodatkiem imbiru.