Ghee czyli masło klarowane i ghee szałwiowe

Ghee czyli klarowane masło ma zdecydowanie wiele zalet. O jego właściwościach leczniczych i innych możecie poczytać więcej np tu.
W sklapach można kupić gotowe ghee, ale jest ono drogie i dlatego warto sobie przygotować je samemu, tym bardziej, iż jest to naprawdę całkiem proste.
Ja osobiście przygotowując ghee, robię zwykle jeden słoik w wesrsji ziołowej. Najbardziej lubię dodać szałwię (powstaje wtedy masełko szałwiowe), ale równie fajne jest masło oreganowe, bazyliowe, tymiankowe czy jakieś jeszcze inne. Takie masło ze swoim lekko ziołowym smakiem nadaje się doskonale jako omasta do kopytek czy pierożków, a i pieczona na nim rybka nabiera innego smaku.
Podaję przepis na zrobienie od razu 2 słoików ghee, jednego w wersji szałwiowej.

SKŁADNIKI:

* 4 kostki dobrej jakości masła niesolonego
* pęczek szałwi

Zasada jest dziecinnie prosta. Masło należy włożyć do garnka z grubym dnem i topić na maleńkim ogniu przez powiedzmy 35 – 45 minut. Ogień powinien być na tyle mały by masło nam się najpierw stopiło a potem jakby gotowało, ale bez wielkiego gotowania (tzn nie powinno się za bardzo burzyć). W trakcie klarowanie na dnie garnka będzie się zbierać biała maż, a na powierzchni szumowiny. Liczne przepisy podają, że należy zbierać te szumowiny łyżką cedzakową, ale po co utrudniać sobie robotę. Jeśli nasz ogień nie będzie za duży, wcale nie trzeba tego robić, bo szumowiny same utworzą na górze swoistą skorupkę, którą można potem przy przelewaniu masła do słoika zwyczajnie odsunąć.

Jak już masło się wyklaruje (30 – 40 minut), najlepiej sciągnąć je z ognia i odczekać nieco. Potem delikatnie przelać złoty płyn do czystych słoikow.

Teraz możemy masło z jednego słoika przerobić na masło szałwiowe (lub inne ziołowe). Wystarczy garść liści szałwiowych dobrze posiekać i wrzucić do jednego słoika. Lekko przemieszać łyżeczką i zakręcić słoik.
Na drugi dzień słoik z masłem z ziołami podgrzać delikatnie w kąpieli wodnej do momentu aż masło się ponownie stopi. Przecedzić teraz je przez sitko i już bez ziół wlać ponownie do słoika. Gotowe.

Ghee ma piękny zółtawy kolor. Ghee ziołowe (np szałwiowe) będzie w kolorze nieco zielonkawe, dlatego nawet jeśli zrobicie od razu dwie wersje, to nie trzeba słoików opisywać.

Po lewej ghee zwykłe, po prawej szałwiowe,

Domowa kandyzowana skórka pomarańczowa

Co prawda kandyzowaną skórkę pomarańczową można kupić w każdym sklepie spożywczym, ale osobiście uważam, że w smaku jest ona wręcz beznadziejna i nie umywa się do takiej z domowej produkcji. Ta domowa jest bowiem slodziutka i pyszna, a przy tym podczas jej przygotowania w całym domciu roznosi się wspaniały zapach.

SKŁADNIKI:

* skórka z 3 – 4 pomarańczy
* 1 szklanka (lub kubek) cukru
* 1 szklanka (lub kubek) wody

Pomarańcze przed obraniem dokładnie umyć szczoteczką pod ciepłą wodą. Potem normalnie: pomarańcze zajadamy, skórki zbieramy. Teraz czeka nas najbardziej czasochłonna część zadania. Musimy bowiem usunąć ze skórek jak najwięcej białych gorzkich części.
Obraną skórkę sparzyć wrzątkiem, a następnie włożyć do jakiegoś naczynia, zalać czystą wodą i odstawić na kilka godzin. Ja zwykle odstawiam na noc.
Po wymoczeniu wyjąć skórki z wody i pokroić na malutkie paseczki. Wrzucić do garnka, dodać szklankę lub kubek wody i tyle samo cukru. Gotować na na średnim ogniu ok. 30 min., aż skórki staną się szkliste, a większość syropu wyparuje.

Skórki powinno się wyjąć z syropu i suszyć na kratce. Ja moje zwykle kroję tak drobno, że na żadnej kratce by się nie utrzymały. Zatem odcedzam je na sitku, a potem suszę na papierze do pieczenia.

W innej (bardziej przeze mnie ulubionej) wersji nie odcedzam skórek z syropu, tylko razem z nim przekładam do czystego słoiczka. Tyle, że trzeba nieco wcześniej ściagnąć z ognia, zanim syrop zrobi się całkiem gęsty.
Słoiczek zakręcić i wstawić do lodówki. Taka kandyzowaną skórkę pomarańczową można przechowywać w lodówce nawet kilka miesięcy. U mnie się nigdy aż tyle czasu nie uchowała, bowiem na bieżąco zużywam ją dodając do różnych wypieków lub zwyczajnie wyjadając łyżką.

Masełko ziołowe

Masełko ziołowe może być wspaniałym dodatkiem do mięska z grilla, albo do tostów. Czasami dodaję je do ziemniaczków, czy ryżu. Na dobrą sprawę można go dodać do wielu rzeczy. A posmarowane najpierw takim masełkiem kanapki stanowi niezłą odmianę.
W sklepach dostępne są masła ziołowe w kilku odmianach, jednak najbardziej lubię takie właśnie „domowej produkcji”.

Oczywiście można użyć ziół świeżych, ale by masło jednak dłużej zachowało świeżość, to jednak zawsze używam ziół suszonych.
Według smaku, można dodawać niektórych ziół i przypraw więcej lub mniej. Po prostu jak kto lubi.

SKŁADNIKI:

* 1 kostka masła
* 1 czubata łyżeczka domowej vegety  lub poł łyżeczki kurkumy
* suszone zioła jakie macie w domu – ja dałam koperek, lubczyk, estragon, tymianek, bazylię – wszystkiego po niecałej łyżeczce
* pół łyżeczki czosnku
* pieprz i sól (jeśli dajecie vegetę zamiast kurkumy, to soli już raczej nie trzeba)

Jeśli macie w domu młynek elektryczny (taki do kawy) to najlepiej jest wszystkie zioła wraz z kurkumą lub vegetą w nim po prostu zmielić. Im bowiem są drobniejsze, tym masło będzie miało mniej grudek.
Jeśli nie macie młynka, to po prostu mieszacie wszystkie te przyprawy ze sobą, a potem musicie je tylko dobrze wymieszać z miękkim masłem. Gotowe.

Kandyzowany imbir

Często w moich przepisach wśród składników pojawia się kandyzowany imbir. Jest on niezastąpiony w wielu potrawach, zwłaszcza tych z kuchni azjatyckiej. Stanowi nie tylko dodatek do potraw kulinarnych, ale jest też znakomitym lekarstwem. Możecie więcej poczytać na temat imbiru i jego cudownych właściwości tutaj.
Osobiście bardzo lubię imbir, choć może to dziwne. Bo jak można lubić coś, co najpierw wydaje się słodkie, a potem okazuje się być pikantne i wręcz szczypie w język. A taki właśnie bywa kandyzowany imbir.
Ale to właśnie ten kandyzowany, nie dość, iż bywa czasem trudno dostępny (nawet tu w „Niemcolandzie” można go kupić tylko w nielicznych sklepach), to na dodatek jest stosunkowo drogi. Przykładowo niedawno zapłaciłam za malutki (50 g zawartości!!!) słoiczek kandyzowanego imbiru w zalewie prawie 3 €. Tak więc pomyślałam sobie, iż czas najwyższy się wycwanić i zrobić imbir kandyzowany samemu.

Wracając wczoraj od logopedki wstąpiłam do warzywniaka „u Turka”. I za 3€ zakupiłam prawie 600 g imbiru. Z tej ilości otrzymałam jeden słoiczek (250 ml) imbiru kandyzowanego w zalewie, dwa mniejsze słoiczki imbirowego syropu i dodatkowo całe 80 g płatków imbirowych w cukrze. A na dodatek przez pół wieczora w domu rozchodził się wspaniały zapach. Tak pachniało, że nawet mój Kapsel, którego nos zwykle bywa na urlopie, pytał co to za aromaty. I dodał, że mogę takie coś gotować dziennie, bo bardzo podoba mu się zapach. Rzeczywiście pachniało niebiańsko. Nawet nie przypuszczałam, że gotujący się imbir wydziela aż takie wonności.

SKŁADNIKI:

* imbir
* cukier
* niepełna łyżeczka soli
* woda

Kupując świeży imbir najlepiej wybierać jak najgrubsze kawałki. Jest bardziej ekonomicznie. Poza tym mam wrażenie, że te cienkie są pikantniejsze.
Imbir należy najpierw cieniutko, ale dokładnie obrać ze skórki (fajnie się obiera przy pomocy łyżeczki) i już obrany zważyć. U mnie było to 460 g. Potem pokroić go w dość cienkie plasterki lub małe kawałeczki. Wrzucić do garnka, wsypać niepełną łyżeczkę soli i wlać tyle wody, by imbir był ledwie przykryty. Postawić to wszystko na niewielkiem ogniu i gotować około 30 minut. To właśnie wtedy imbir wydziela cudowny aromat, którym zapachnie wam w całym domu.

Po tym czasie imbir odcedzić na sitku i ponownie wrzucić do garnaka. Teraz należy wsypać tyle cukru, ile ważył obrany imbir. Może być odrobinę więcej, ale nie mniej.
Dodać niewielką ilość wody, jakieś 50 ml i wszystko znowu postawić na piecu. Gotować całość na jak najmniejszym ogniu do chwili, aż imbir zacznie się robić lekko szklisty czy nawet przeźroczysty. W sumie będzie to jakieś 30 – 40 minut.

Teraz są dwie możliwości:

1 – *kandyzowany imbir w zalewie*
Po prostu należy przełożyć jeszcze gorący imbir wraz z zalewą do umytych słoiczków. Należy go przechowywać w lodówce. Można go trzymać kilka miesięcy.

2 – *kandyzowane płatki imbirowe w cukrze*
Wyciągnąć z zalewy płatki imbirowe i pojedyńczno (tzn nieposklejane) rozłożyć je na kratce do wysuszenia. Pozostawić najlepiej na całą noc. Po tym czasie obtoczyć je po prostu w cukrze. Przełożyć do suchego, szczelnie zamykanego pudełka czy słoiczka. Też można przechowywać kilka miesięcy.

Kandyzowany imbir – obojętnie w której postaci – dodaje się do ciast, do mięs i wielu innych potraw. Na pewno na moim blogu zobaczycie jeszcze niejeden przepis z dodatkiem imbiru.