Nalewka z owoców kaki i pomarańczy

Kusiło mnie by zrobić nalewkę z owoców kaki, które przecież tak lubię. Ich smak jednak jest zbyt słodki i mało wyrazisty, by solo sprawdziły się w nalewce. Zatem dostały do towarzystwa pomarańcze. I co? Ano wyszła piękna naleweczka w słonecznym kolorze i smaku, który trudno mi określić. Delikatny, aksamitny smak, taki z lekką waniliowo – pomarańczową nutą. Pyszności.

SKŁADNIKI:

* 5 – 6 owoców kaki
* 4 pomarańcze
* ok. 1 szklanka cukru
* 0,5 l spirytusu,
* szczypta szafranu

Kaki obrać cieniutko ze skórki, pokroić na kawałki i wrzucać do dużego słoja. Pomarańcze wyfiletować i również wrzucać do słoja. Owoce przesypać cukrem.
Najlepiej robić to tak:
-) warstwa z jednego pokrojonego kaki
-) wartwa z jednej wyfiletowanej pomaranczy
-) 2 – 3 łyżki cukru
I tak na przemian. Słój odstawić w słoneczne miejsce na 1 – 2 dni, aż owoce puszczą dużo soku, a cukier się znacznie rozpuści.

Po tym czasie wlać do słoja spirytus oraz wsypać szafran. Przemieszać. Słój zamknąć i odstawić na około 3 tygodni w ciemne miejsce. Od czasu do czasu możemy nim lekko wstrząsnąć, tak by cukier się całkowicie rozpuścił.

Po tym czasie nalewkę należy przefiltrować, najlepiej najpierw przez gęste sito, a potem jeszcze z dwa razy przez papierowe filtry do kawy czy herbaty. Nalewkę tą filtruje się dosyć długo, bowiem jej konsystencja przed filtrowaniem jest nieco żelowata. Trzeba wieć co jakiś czas płukać sitko i papierowe filtry pod bieżącą czystą wodą. Filtrowanie wymaga zatem nieco cierpliwości ale warto.

Przefiltrowaną nalewkę można nieco jeszcze rozcieńczyć przegotowaną wodą, jeśli będzie wydawała się wam zbyt mocna. To oczywiście kwestia indywidualnych upodobań. Potem już tradycyjnie należy ją przelać do butelki i odstawić jeszcze na jakiś czas w ciemne miejsce, by nabrała szlachetności.

Nalewka żurawinowa

No i druga nalewka, którą ostatnio przelałam do butelek. Ta nalewka jest naprawdę wspaniała. Bardzo szybko się klaruje, jest łatwa do filtrowania i ma piękny czerwony kolor. A jaki smak fajniutki.

Podaję tutaj dwa przepisy. Bo pokusiłam się o zrobienie tej nalewki na dwa sposoby (miałam większość ilość żurawiny).
Przepis na pierwszy sposób jest bardzo popularny i można go znaleźć w necie na wielu stronach. Nieco wydało mi się barbarzyńskie to podgrzewanie potem, ale nalewka wyszła bardzo dobra.

SKŁADNIKI:

* 6 szklanek żurawiny
* 4 szklanki cukru
* 1,5 opakowania cukru waniliowego
* 2 l wódki
* 0,25 l spirytusu

Żurawiny przekręcić przez maszynkę do mięsa, zalać wódką, odstawić na 2 tygodnie. Odcedzić, przefiltrować 2 razy. Wlać do garnka, wsypać cukier + cukier waniliowy, podgrzać lekko i mieszając rozpuścić cukier – nie dopuścić do zagotowania. Jak wystygnie wlać spirytus. Odstawić na dwa tygodnie, po tym czasie zlać filtrując do butelek.


Drugi sposób jest już ten tradycyjny mój. Bez podgrzewania i ze znacznie mniejszą ilością cukru. Nalewka zrobiona wedlug tego przepisu ma nieco ładniejszy kolor, bardziej różowo-czerwony. No i jest naprawdę pyszniutka.

SKŁADNIKI:

* 800 g żurawiny
* ok. 2 – 3 szklanki cukru
* 1 1 spirytusu
* 1 l wódki
* ok. 600 ml wody

Żurawinę zmielić nieco (tylko trochę, nie na papkę) w blenderze lub posiekaźć nożem. Wrzucić dco dwu słojów zasypując cukrem, tzn warstwa owoców, warstwa (3 łyżki) cukru. I tak na przemian.
Słoje odstawić na 24 godziny w jakieś miejsce na widoku aż owoce puszczą dużo soku, a cukier się znacznie rozpuści.

Następnie do każdego słoja wlać pół litra spirytusu oraz pół litra wódki.
Słoje zamknąć i odstawić na około 6 tygodni w ciemne miejsce. Od czasu do czasu możemy lekko wstrząsnąć, tak by cukier się całkowicie rozpuścił.

Po tym czasie nalewkę przefiltrować. Jeśli będzie zbyt mocna wmieszać do niej przegotowaną wodę. Rozlać do butelek i odstawić jeszcze na kilka tygodni.

Nalewka jeżynowa

Wiem, że to nie sezon na zbieranie jeżyn, ale dziś właśnie przefiltrowałam i rozlałam do butelek moją nalewkę jeżynową. Ma ciemny, prawie czarny kolor i jest przepyszna w smaku. Powinna jeszcze dojrzewać z kilka miesięcy, zatem zakorkowane butelki schowałam do mojej nalewkowej skrytki.

Przepis sobie zapisuję, bo przyda mi się na pewno w przyszłym roku.

Ilość składników jest tak troche na oko, ponieważ tak naprawdę wszystko zależy jakiej wielkości macie słoje i jak słodkie będą wasze jeżyny. Moje tegoroczne, zebrane w któryś słoneczny dzień, były tak słodziutkie, że na 4 kg jeżyn zużyłam może z pół kilograma cukru.
Tak czy siak, naleweczka wyszła pyszna i jak bóg da to i w przyszłym roku zapasy zrobię.

SKŁADNIKI (na nastawienie 2 dużych słojów):

* ok. 3 – 4 kg jeżyn,
* 600 – 900 g cukru,
* 4 łyżki miodu,
* 1 l spirytusu,
* 1 l wódki
* 4 goździki

Przebrane owoce zasypać w słojach cukrem. Tzn. warstwa (niecała szklanka) owoców, warstwa (3 łyżki) cukru. I tak na przemian. Słoje odstawić w słoneczne miejsce na jeden dzień, aż owoce puszczą dużo soku, a cukier się znacznie rozpuści.

Następnie do każdego słoja dodać 2 łyżki miodu, 2 gożdziki i wlać pół litra spirytusu oraz pół litra wódki.
Słoje zamknąć i odstawić na około 2 – 3 miesiące w ciemne miejsce. Od czasu do czasu możemy nimi lekko wstrząsnąć, tak by cukier się całkowicie rozpuścił.

Po tym czasie nalewkę należy przefiltrować, najlepiej najpierw przez gęste sito, a potem jeszcze z dwa razy przez papierowe filtry do kawy czy herbaty.

Rozlana do butelek nalewka powinna jeszcze postać w ciemnym miejscu z kilka miesięcy. Im jest starsza, tym lepsza.

Nalewka ziołowa z cynamonem i rumiankiem

Przefiltrowałam do butelek moja kolejną nalewkę. Ma piękny złoty kolor i smakuje też całkiem nieźle. Tak naprawdę ma bardzo ciekawy smak, ziołowy, z wyrażnie wyczuwalną słodyczą rumianku. Nalewkę w butelkach schowałam teraz do naszego schowka, by nabrała szlachetności. Za kilka miesięcy smakować będzie z pewnością o niebo lepiej.

Przepis opochodzi z ksiązki „Dr.Oetker Kräuter von A-Z”. Ale nie nieco go podrasowałam dodając większą ilość żiół i cynamon.

SKŁADNIKI:

* 4 gałązki bazylii
* 4 gałązek szałwii (w mnie była to szałwia melonowa)
* 4 gałązki werbeny cytrynowej lub melisy cytrynowej
* 2 – 3 gałązki rozmarynu
* 7 – 8 listków stevii lub ok. 3/4 szklanki cukru (może być cukier kandyzowany)
* 1 limonka
* 2 trawy cytrynowe lub jeśli takowej nie macie, to 2 dodatkowe limonki
* 2 laski cynamonu
* 1 spora garść suszonych lub świeżych kwiatów rumianku
* 1 l dobrej jakościowo wódki

Limonki do porządku wyszorować szczoteczką pod gorącą wodą i osuszyć. Zetrzeć z nich skórkę i wrzucić ją od razu do słoja, w którym nastawimy naszą nalewkę. Następnie obkroić ostrym nożem z limonek białawą pozostałość skórki. Miąższ natomiast wrzucić do słoja.
Jeśli mamy trawę cytrynową to ściągnąć z niej zewnętrzny liść i odciąć samą końcówkę. Trawę przeciąć ukośnie na 2 – 3 kawałki i dorzucić do limonek.
Do słoja włożyć teraz opłukane i osuszone papierowym ręcznikiem zioła. Dorzucić laski cynamonowe oraz rumianek.

Jeśli użyjecie listków stevii jak ja, to lepiej je przed włożeniem do słoja nieco naderwać. Jeśli natomiast nie posiadacie stevii, to po prostu dosypcie do słoja cukier.

Wszystko zalać wódką. Słoik następnie zamknąć i odstawić na około 2 tygodnie w ciemne miejsce. Od czasu do czasu możemy nim lekko wstrząsnąć, tak by cukier się całkowicie rozpuścił.

Nalewkę potem przefiltrować najlepiej przy pomocy papierowych filtrów do kawy i rozlać do butelek.
Nalewka jest już gotowa, ale powinna postać jeszcze kilka tygodni czy miesięcy, dla nabrania lepszego smaku.

Nalewka na początku ma złoty kolor, jednak z czasem, w miarę dojrzewania staje się ciemniejsza, co oczywiście w niczym nie umniejsza jej smaku.

Nalewka kawowo – cytrynowa

Pierwszy raz usłyszałam o takiej nalewce jakieś dwa lata temu, przeczytawszy wpis u Nomadki z pingera. Postanowiłam zrobić dopiero w tym roku. Przestudiowałam jeszcze raz ten Nomadkowy przepis i uznałam, iż może wkradł się tam malutki błąd. (Wydaje mi się, że w składnikach jest jednak za dużo spirytusu.) Poszperałam zatem jeszcze trochę w necie i zrobiłam po swojemu.

I wiecie wyszła całkiem niezła naleweczka, choć pewnie ja znawczynią nie jestem, bowiem alkohol piję sporadycznie. Choć czasem i ja się skuszę.
Wczoraj spróbowałam mojej naleweczki nalawszy sobie ładny kieliszeczek. Uuuuu mocne to, ale dobre.
Jak postoi teraz jeszcze kilka miesięcy (z trzech butelek jakie mi wyszły, dwie ukryłam) to pewnie jeszcze nabierze szlachetności i lepszego aromatu.

SKŁADNIKI:

* 2 duże cytryny
* 40 ziarenek kawy
* ok. 3/4 szklanki cukru
* 500 ml spirytusu
* 500 ml wody

Cytryny należy najpierw do porządku wyszorować szczoteczką pod gorącą wodą i osuszyć. Następnie należy je ponacinać ostrzem noża tak, by w powstałe dziurki powpychać ziarenka kawy. Tak z 20 ziaren kawy na 1 cytrynę.

Do hermetycznie zamykanego słoja włożyć cytryny, zasypać cukrem i zalać wodą oraz spirytusem. Słoik następnie zamykamy i chowamy w bezpieczne miejsce. Przez następne dni potrzasamy słoijem jak nam się przypomnij, tak by cukier się całkowicie rozpuścił.

No i odstawiamy ten słój na kilka tygodni, najlepiej przynajmniej miesiąc. Potem wyciągnąć ze słoja cytryny, wycisnąć z nich sok i wlać go do nalewki. I znowu poczekać jakiś tydzień.

No i wreszcie naleweczka jest gotowa. Możemy ją przelać filtrując do ładnych butelek i delektować się nią potem w jakimś miłym towarzystwie.

Naleweka miętowo – melisowo – limonkowa

Na moim balkonie rosną ziółka. No to przecież nie byłabym sobą gdybym nie wymyślała przerówżnych smakołyków, jakie można zrobić.
I tak też jakieś dwa tygodnie temu wpadłam na pomysł, by zrobić nalewkę miętowo – melisową. No przyznam szczerze, że oprócz mięty i melisy dodałam też nieco werbeny cytrynowej i stevii, ale jeśli nie macie tych ziół, to spokojnie możecie zrobić nalewkę bez nich. I powiem wam tyle: smakuje OBŁEDNIE!
I niby powinna sobie nasza gotowa nalewka jeszcze z kilka miesięcy poleżakować, by nabrała szlachetności, ale była taka pyszna, że z czterech 250ml bytelek jakie mi wyszły, jedną już wypiliśmy, bo takie to było dobre.
Resztę ukryłam, byśmy się mieli czym delektować w długie zimowe wieczory.

SKŁADNIKI:

* 2 garście świeżych listków mięty
* 1 spora garść świeżych listków melisy cytrynowej
* kilka listków werbeny cytrynowej jeśli takową macie, ale nie są one konieczne
* 7 – 8 listków stevii lub ok. 3/4 szklanki cukru
* 2 limonki
* 1 trawa cytrynowa lub jeśli takowej nie macie, to 1 dodatkowa limonka
* 500 ml spirytusu
* 500 ml wody

Limonki do porządku wyszorować szczoteczką pod gorącą wodą i osuszyć. Zetrzeć z nich skórkę i wrzucić ją od razu do słoja, w którym nastawimy naszą nalewkę. Następnie obkroić ostrym nożem z limonek białawą pozostałość skórki. Miąższ natomiast wrzucić do słoja.
Jeśli mamy trawę cytrynową to ściągnąć z niej zewnętrzny liść i odciąć samą końcówkę. Trawę przeciąć ukośnie na 2 – 3 kawałki i dorzucić do limonek.
Do słoja włożyć teraz listki mięty i melisy oraz jeśli macie listki werbeny cytrynowej.

Jeśli użyjecie listków stevii jak ja, to lepiej je przed włożeniem do słoja nieco naderwać. Jeśli natomiast nie posiadacie stevii, to po prostu weźmiecie cukier. Musicie go jednak rozpuścić właśnie w tej wodzie, którą będziemy dolewać do nalewki.

Zioła i limonki zalać wodą (jeśli nie mieliście stevii to wodą z rozpuszczonym w niej cukrem) oraz spirytusem. Słoik następnie zamknąć i odstawić na jakieś 10 – 14 dni. Od czasu do czasu możemy nim lekko wstrząsnąć.

Po tym czasie, gdy nalewka nabierze już ładnego zielonego koloru, musimy ją oczywiście przefiltrować. Nie polecam trzymania ziół zbyt długo w nalewce, bowiem kolor zielony może się potem zmienić na brązowy, co nie będzie już takie ładne. Przefiltrowaną nalewkę rozlać do ładnych butelek.

I pyszności nalewka jest gotowa.
Jak postoi kilka tygodni czy miesięcy, będzie jeszcze pyszniejsza. Z naszych 4 butelek do postania ostały się te trzy.

Nalewka bożonarodzeniowa

Wiem, że do świąt jeszcze sporo czasu, ale by naleweczką się w czasie świąt delektować, trzeba ją już teraz nastawić. I może ktoś z was będzie chciał skorzystać z tego przepisu. Ja polecam. Zwłaszcza, że nalewka może też stanowić fajny prezent pod choinkę dla kogoś bliskiego.

W przepisie jest, że powinno sie dodać po ok. 100 g z każdego rodzaju bakalii. Nie musicie się trzymać dokładnie tych ilości. Jeśli będzie czegoś mniej lub nieco więcej to z pewnościa nalewka na tym nie ucierpi.

SKŁADNIKI:

* 100 g suszonej żurawiny
* 100 g rodzynek
* 100 g wyłuskanych orzechów włoskich
* 100 g suszonych moreli
* 100 g suszonych śliwek
* 100 g daktyli
* 100 g fig
* 1 pomarańcza (u mnie 100 g pomarańczy kandyzowanej)
* ok. 200 g cukru (najlepiej cukier brązowy)
* 2 – 3 laski cynamonu
* 5 – 6 goździków
* 1 gwazdka anyżkowa
* 3 kapsułki/strąki kardamonu
* 700 ml wódki
* 300 – 500 ml dobrej jakości brązowego rumu

Pomarańczę wyszorować szczoteczką pod gorącą wodą. I pokroić w plastry. Wszystkie składniki wrzucić do głebokiego słoja i zalać alkoholem. Słoik następnie zamknąć i odstawić na jakieś 2 – 3 miesiące. Od czasu do czasu możemy nim lekko wstrząsnąć, by ropzpuścił się całkowicie cukier.

Przed Bożym Narodzeniem nalewkę przefiltrować. Jeśli jest za mocna można ją jeszcze rozrobić dolewając nieco (góra 250ml) przegotowanej, ostygłej wody.   Potem rozlać do ładnych butelek. Owoców z nalewki możemy natomiast użyć do świątecznych wypieków.

Likier Kukułka

Przyznaję Wam się bez bicia, że wypiłam już dzisiaj trzy kieliszeczki czegoś niesamowicie pysznego. Pijana nie jestem, bowiem literki mi się jeszcze nie mylą. A humor mam całkiem niezły.

Zrobiłam ten likier chyba ze trzy dni temu. Dziś skusiłam się na pierwszą degustację. I muszę powiedzieć, iż fantastyczne wyszedł ten likierek.
Przynajmniej jak na moje babskie smaki.

Przy okazji składam jeszcze raz podziękowania dla Pani Basi (z pracy mojego Brata), jak również dla Marcina i wszystkich tych, którzy polowali dla mnie na kukułki.
Piję Wasze zdrówko, a zrobienie likierku serdecznie polecam.

Przepis widziałam na wielu blogach. Nie pamiętam u kogo pierwszego, więc tym razem nie podam linka, bo chyba musiałabym podać tych linków bardzo wiele. Zresztą, przepis jest chyba dość znany.

SKŁADNIKI:

* 500 ml niesłodzonego mleka skondensowanego
* około 300 g cukierków kukułka
* 250 ml wódki

Cukierki rozpuścić gotując w mleku. Nieco przestudzić. Wlać wódkę, wymieszać i odstawić na 2 dni do przegryzienia. Najlepiej po tym czasie przelać przez gęsto sitko, żeby wyłapać ewentualne cukrowe grudki. Ale ogólnie można popijać.
Przechowywać najlepiej w lodówce.

No to Wasze zdrowie, kochani.

PS. Chyba jednak już mi coś działa, bo pisałam tę notkę ponad godzinę…