Indiański kukurydziany chlebek z szałwią

Wypróbowałam kolejny indiański przepis z książki „Die Küche der Pueblo-Indianer”. Tym razem upiekłam chleb kukurudziany z dodatkiem szałwii. Ciekawy w smaku, żółtawy w kolorze, najbardziej przypadł do gustu Oliverowi i Kapslowi. Wygląda na to, iż pieczywo według indiańskich przepisów naprawdę cieszy się w moim domu powodzeniem.
Zamiast chleba można zrobić według tego samego przepisu po prostu bułki.

SKŁADNIKI:

* 40 g świeżych drożdży
* 4 łyżki + 2 szklanki ciepłej wody
* 350 g mąki pszennej
* 300 g mąki kukurydzianej
* 1 łyżeczka cukru
* 2 łyżeczki soli
* 3 łyżki łuskanyxch ziaren słonecznika
* 2 czubate łyżeczki suszonej szałwii (nie miałam suszonej szałwii ekstra, wzięłam 3 ekspresówki herbaty z szałwii)

Do jakiegoś garnuszka pokuruszyć drożdże, dodać cukier oraz 4 łyżki ciepłej wody i dobrze rozmieszać.
Do dużej miski wsypać wszystkie suche składniki: obie mąki, sól, ziarna słonecznika i szałwię. Wymieszać. Następnie wlać rozrobione drożdże oraz pozostałą ciepłą wodę i wyrobić wszystko na jednolite ciasto.
Przykryć miskę czystym ręcznikiem kuchennym i odstawić w ciepłe miejsce do wyrośnięcia.

Piekarnik nagrzać do 200°C. Gdy ciasto podwoi swoją objętość uformować z niego chleb (lub bułki) i wyłożyć na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia.
Nasmarować od góry lekko wodą. Można to zrobić silikonowym pędzelkiem lub po prostu mokrymi dłońmi.
Do piekarnika wstawić blaszkę z pieczywem oraz żaroodporne naczynie z wodą. (Chodzi o to by podczas pieczenia było w piekarniku wilgotne powietrze).

Piec przez ok 45 minut. Najpierw w temp. 200°C, a po 10 minutach zmniejszyć temperaturę na 180°C.
Jeśli zamiast chleba będziecie piekli bułki to całkowity czas pieczenia w zależności od piekarnika będzie 15 – 25 minut.

Chlebek Indian Hopi

Dostałam od mojej Mamy soporą ilość łuskanych ziaren słonecznika. Wczoraj przeglądając książkę „Die Küche der Pueblo-Indianer” znalazłam przepis na ciekawy chlebek, do zrobienia którego właśnie potrzeba słonecznika. No i od razu postanowiłam przepis wypróbować. Chlebek co prawda wyszedł nieco kruchy, ale całkiem smaczny w smaku. Jest bardzo prosty do przygotowania i można pomyśleć, że bardziej przypomina jakąś babkę niż chleb. Tak czy siak nam zasmakował i myślę, iż jeszcze nie raz go upiekę.
Przepis pochodzi z wyżej wspomnianej książki.

SKŁADNIKI (na keksówkę o długości 25 cm):

* 2 szklanki (ok. 240 g) łuskanyxch ziaren słonecznika
* 2 pełne szklanki (ok. 300 g) mąki pszennej
* 2 łyżeczki proszku do pieczenia
* 1 łyżeczka soli
* pół łyżeczki chilli (dałam nieco mniej chilli, a za to dodatkowo pół łyżeczki rozmarynu)
* 2 jajka
* 5 łyżkek oleju
* 2 łyżki miodu lub 3 – 4 łyżki syropu klonowego
* 2/3 szklanki mleka
* nieco masła lub margaryny do wysmarowania formy

Keksówkę wysmarować dobrze masłem lub margaryną i wysypać ją ziarnami słonecznika. Odłożyć jeszcze z 2 – 3 łyżki słonecznika, a resztę zmielić w młynku lub w blenderze.

W średniej misce wymieszać ze sobą wszystkie suche składniki: mąkę, zmielony słonecznik, sól, proszek do pieczenia i chilli.

Do większej miski wbić jajka. Dodać mleko, olej i miód. Wszystko zmiksować. Następnie wmieszać do tego suche składniki. Tak powstałe dość klejące ciasto przełożyć delikatnie do przygotowanej keksówki. Posypać od góry odłożonymi wcześniej 2 – 3 łyżkami słonecznika.

Piec w nagrzanym wcześniej do 180°C piekarniku przez ok. 40 – 45 minut.

Bułeczki pszenno – ziemniaczane z sezamem

Wbrew pozorom są bardzo proste do zrobienia. Smakują też rewelacyjnie. Są mięciutkie i puszyste. A dzięki ziemniakom zachowują dłużej świeżość. U mnie jednak na nic im się ta zdolność nie zdała, bowiem wszystkie 12 bułeczek dawno już zniknęło w brzuchach. Zamiast sezamu można oczywiście użyć inne ziarenka, np słonecznik, siemię lniane, kminek, czy mak. Albo, jeśli ktoś woli, pozostawić bułeczki łyse.

Od razu podpowiadam, że jeśli w piekarniku umieści się pod blaszką z bułkami naczynie z wodą, bułeczki będą jeszcze pulchniejsze. Ja jednak dziś tego nie zrobiłam. Zwyczajnie – zapomniałam.

SKŁADNIKI (na 12 bułeczek):

* 450 g mąki
* 150 g ugotowanych i przeciśniętych przez praskę ziemniaków
* 30 – 40 g świeżych drożdży (ewentualnie 2 łyżeczki suszonych)
* 2 łyżki oliwy
* 1 łyżeczka cukru
* 1 łyżeczka soli
* 270 ml ciepłej wody
* 1 żółtko
* 2 – 3 łyżki sezamu lub innych ziarenek

Drożdże rozpuścić w niewielkiej ilości wody i dodać do mąki wraz z pozostałymi składnikami. Zagnieść dość jednolite ciasto. Można to zrobić najpierw mikserem, ale i tak na koniec trzeba będzie wyrobić ręcznie. Ciasto powinno być dość miękkie, ale nie powinno się nam kleić do rąk.

Przełożyć je do jakieś większej miski wysmarowanej niewielką ilością oliwy. Przykryć od góry ściereczką i odstawić do wyrośnięcia w ciepłe miejsce.
Ja zazwyczaj stawiam gdzieś w pobliżu pieca, na którym akurat przygotowuję obiad.

Po godzinie ciasto powinno już znacznie wyrosnąć. Podzielić go teraz na 12 części i z każdej uformować buleczkę.
Dużą blaszkę wyłożyć papierem pergaminowym i ułożyć na niej bułeczki. Posmarować je delikatnie od góry oliwą i odstawić na kolejną godzinę do wyrośnięcia. Bułeczki jeszcze znacznie urosną.

Nagrzać piekarnik do 200°C (termoobieg). Na dnie piekarnika można ustawić naczynie żaroodporne z wodą (wtedy bułeczki beda jeszcze lepsze).

Bułeczki posmarować rozmąconym z odrobiną wody żółtkiem. Posypać sezamem lub innymi ziarenkami.
Włożyć do nagrzanego piekarnika i piec jakieś 18 – 25 minut, aż będą ładnie opalone.

Bułeczki w wersji hot dog

Oczywiście nie są to żadne prawdziwe hot dogi. Ale smakują całkiem tak, jak hot dogami nazywane bułki, które jeszcze w czasach komuny mogłam kupić w moim rodzinnym mieście. Mam do nich jakiś taki sentyment, bo przywiały też wiele moich najpięknieszych wspomnień…
Dziś podane z barszczykiem wprost mnie zachwyciły.

SKŁADNIKI (na 12 – 16 sztuk):

na ciasto:
* 40 g świeżych drożdży
* pół łyżeczki cukru
* 650 g + 2 łyżki mąki
* 300 ml letniego mleka
* 2 jajka (o temp. pokojowej)
* 100 g masła
* 1 łyżeczka soli
* 1 łyżeczka vegety

ponadto:
* 6 – 8 cienkich długich (poprzekrajanych na pół) lub 12 – 16 krótkich parówek
* kapusta z pieczarkami np taka jak ta
* 1 żółtko + 2 łyżki mleka

Podgrzać nieco mleko, by było ciepłe, ale nie gorące. Odlać z niego 100 ml (będzie nam potrzebne do zaczynu), a do reszty dodać masło, by się w nim rozpuściło.
Teraz musimy zrobić zaczyn.
W tym celu pokruszyć drożdże do jakieś miski (nie za małej), dodać pół łyżeczki cukru i 2 łyżki mąki oraz 100 ml letniego mleka. Dobrze wszystko wymieszać i zostawić w jakimś ciepłym miejscu na około 15 minut. Rozczyn powinien podwoić swoją objętość.

Do dużej miski przesiać mąkę. Następnie dodać do niej sól i vegetę. Lekko przemieszać.
Teraz dodać jajka, mleko z rozstopionym w nim masłem i przygotowany zaczyn. Wszystko dobrze wymieszać, najlepiej najpierw dużą łyżką. Potem wyrobić ciasto dłońmi, aż stanie się gładkie i jednolite.
Uformować z niego kulę i przełożyć do jakieś innej, czystej, dużej i wysmarowanej lekko olejem miski. Przykryć od góry czystym kuchennym ręcznikiem i odstawić do wyrośnięcia.

Gdy ciasto drożdżowe wyrośnie, wyjąć je z miski i podzielić najlepiej ostrym dużym nożem na 12 – 16 części.
Teraz z każdą częścią należy postąpić według poniższych wskazówek:

1. Daną część rozwałkować w kształcie długiego prostokąta na grubość około 5 mm.
2. Na jedną stronę naszego podłużnego placka nałożyć 1 – 2 łyżki kapusty lub plasterek żółtego sera. Na kapuście ulokować paróweczkę.
3. Drugą część ciasta, tą bez farszu, naciąć nożem wzdłuż na cztery paski.
4. Teraz ostrożnie ciasto zawinąć, tworząc bułeczkę. Dobrze docisnąć na końcach, by nie uciekał nam farsz.

Bułeczki ułożyć na blaszkach wyłożonych papierem pergaminowym. Pamiętać o zachowaniu odstępów, bowiem urosną jeszcze w trakcie pieczenia.
W jakimś kubeczku roztrzepać żółtko z 2 łyżkami mleka i nasmarować tym delikatnie każdą bułeczkę.

Blaszki wkładać do nagrzanego piekarnika i piec po około 15 minut, aż nabiorą ładnego złoto – brązowego koloru.

Tunjitas – wenezuelskie bułeczki

Przepis zaczerpnęłam ze strony Joanny (tu). Przepis podam w oryginale za dziewczynami, ale od razu mówię, że piekąc te wspaniałe w smaku bułeczki, dokonałam trzech małych zmian. Po pierwsze sól dodałam od razu do mąki. Po drugie nie dodałam anyżu, bo akurat po prostu nie miałam w domu. A po trzecie zamiast zimnej, dodałam jednak ciepłej wody. Dziwnym mi się wydało dodawanie zimnej wody do ciasta drożdżowego. No i chciałm, by bułeczki szybciej wyrosły.

SKŁADNIKI:

* 500g mąki
* 220 g zimnej wody (dodałam ciepłej)
* 7 g suchych drożdży
* 5 g soli (nie wiedząc ile to 5 g dodałam pół łyżeczki)
* 125 g cukru
* 30 g masła
* 10 g mleka w proszku
* 1 jajko
* 10 g anyżu (nie dodałam w ogóle)
* 10 g ekstraktu z wanilii

Wymieszać wszystkie składniki z wyjątkiem soli i anyżu. Po połączeniu składników dodać sól. Dobrze wyrobić ciasto, a następnie dodać anyż i jeszcze raz wyrobić. Miskę wysmarować masłem, przełożyć ciasto i przykryć folią spożywczą. Odstawić do wyrośnięcia na około godzinę.

Wyrośnięte ciasto podzielić na 24 części (jeżeli ktoś lubi większe bułeczki, to można podzielić na mniejszą ilość, ja podzieliłam na 16) i uformować okrągłe bułeczki. Ułożyć je na wyłożonej papierem do pieczenia blasze, przykryć ściereczką i pozostawić do wyrośnięcia na około godzinę.

Wyrośnięte bułeczki naciąć na krzyż, posmarować roztrzepanym jajkiem i posypać dużą ilością cukru. Piec w piekarniku nagrzanym do 180°C, przez około 15-20 minut.

Bułeczki owsiane

Zobaczyłam je na blogu u Gosi (tu) i tak mnie zachwyciły, że postanowiłam od razu wypróbować. I rzeczywiście bułeczki okazały się być mięciutkie i po prostu bardzo smaczne. Z pewnością będę je piekła częściej.

Przepis podaję za Gosią.

SKŁADNIKI (na 12 sztuk):

* 2 i 3/4 szklanki mąki
* pół szklanki płatków owsianych
* 2 i 1/4 łyżeczki suszonych drożdży
* pół szklanki ciepłego mleka
* pół szklanki ciepłej wody
* 1 łyżka rozpuszczonego masła
* 1 łyżka oliwy
* 1 łyżeczka soli
* 2 łyżki miodu
* 1 duże jajko

ponadto:
* 1 jajko rozmącone z łyżką wody
* płatki owsiane do posypania

Mąkę wymieszać z drożdżami, płatkami owsianymi i solą. Mleko, wodę, masło, oliwę, miód i jajko wymieszać i wlać do mąki. Całość dokładnie połączyć i wyrabiać przez kilka minut. Jeśli potrzeba dodać odrobinę mąki.
Z ciasta uformować kulę i przełożyć do jakieś innej, czystej, dużej i wysmarowanej lekko olejem miski. Przykryć od góry czystym kuchennym ręcznikiem i odstawić do wyrośnięcia na godzinę.

Po upływie tego czasu podzielić na 12 części.
Z każdej uformować zgrabną kulkę i ułożyć na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia.
Przykryć i odstawić do podrośnięcia (powinny prawie podwoić objętość) na około 40 minut.

Następnie za pomocą rączki od drewnianej łyżki zrobić na środku każdej bułeczki wgłębienie.
Wierzch każdej bułeczki posmarować rozmąconym jajkiem wymieszanym z łyżką wody. Posypać płatkami owsianymi.

Piec w 180°C przez około 15 minut.

Knusperstangen – Paluchy z ziarenkami

Jeden sprawdzony przepis na ciasto drożdżowe można dowolnie modyfikować i dzięki temu wyczarowywać coraz to inne smakołyki.
Tym razem wymśliłam sobie Knusperstangi. Zazwyczaj kupowałam je w piekarni, ale pomyślałam sobie, że takie cudo przecież mogę upiec sama.
No i się udało. Całkiem smakowite wyszły i całkiem sycące.

SKŁADNIKI (na 8 sztuk):

na ciasto:
* 40 g świeżych drożdży
* pół łyżeczki cukru
* 500 g + 2 łyżki mąki pszennej zwyklej
* 200 g mąki orkiszowej
* 300 ml letniego mleka
* 2 jajka (o temp. pokojowej)
* 100 g masła
* 2 łyżeczki soli
* 1 łyżeczka vegety
* 1 łyżeczka suszonego rozmarynu

ponadto:
* miękkie masło
* sezam, mak, czarnuszka, prażona cebulka, kminek, siemie lniane (wybrać trzy z podanych)
* 1 żółtko + 2 łyżki mleka (niekoniecznie)

Podgrzać nieco mleko, by było ciepłe, ale nie gorące. Odlać z niego 100 ml (będzie nam potrzebne do zaczynu), a do reszty dodać masło, by się w nim rozpuściło.
Teraz musimy zrobić zaczyn.
W tym celu pokruszyć drożdże do jakieś miski (nie za małej), dodać pół łyżeczki cukru i 2 łyżki mąki oraz 100 ml letniego mleka. Dobrze wszystko wymieszać i zostawić w jakimś ciepłym miejscu na około 15 minut. Rozczyn powinien podwoić swoją objętość.

Do dużej miski przesiać obie mąki. Kiedy mąka jest już ładnie przesiana przez sitko, dodać do niej sól, vegetę i rozmaryn. Lekko przemieszać.
Teraz dodać jajka, mleko z rozstopionym w nim masłem i przygotowany zaczyn. Wszystko dobrze wymieszać, najlepiej najpierw dużą łyżką. Potem nie pozostaje nam nic innego, jak zakasać rękawy i ciasto wyrobić dłońmi, aż stanie się gładkie i jednolite.
Uformować z niego kulę i przełożyć do jakieś innej, czystej, dużej i wysmarowanej lekko olejem miski. Przykryć od góry czystym kuchennym ręcznikiem i odstawić do wyrośnięcia, najlepiej w pobliżu pieca lub w inne ciepłe miejsce.

Gdy ciasto drożdżowe wyrośnie, wyjąć je z miski i najlepiej przekroić ostrym dużym nożem na cztery części.
Teraz z każdą częścią należy postąpić według poniższych wskazówek:

1. Daną część rozwałkować w kształcie długiego prostokąta na grubość około 5 mm i długość blaszki (50 – 60 cm).
2. Prostokąt przeciąć nożem wzdłuż na pół, a następnie ponacinać każdy z powstałych dwu prostokątów, wzdłuż na trzy paski (uwaga: nie przecinać jednak do końca).
3. Każdy pasek posmarować delikatnie miękkim masłem. Najlepiej zrobić to po prostu palcami.
Potem paski obsypać dowolnymi ziarenkami, każdy z nich jednak czym innym.
Ja miałam sezam, prażoną cebulkę i czarnuszkę (lub mak). Ziarenka lekko docisnąć dłońmi do ciasta.
4. Potem delikatnie zapleść z pasków warkocze. Docisnąć dobrze na końcach. Warkocze przełożyć delikatnie na blaszkę wyłożoną papierem pergaminowym. Zachować odstępy, bowiem jeszcze nieco urosną na boki podczas pieczenia.

Jeśli ktoś chce, może posmarować je przed pieczeniem delikatnie rozmąconym z mlekiem żółtkiem, ale nie jest to konieczne.

Piec. w temp. 200°C około 15 minut, na złotobrązowy kolor.

Chlebki ciabatta z pestkami dyni i słonecznikiem

Zapyta ktoś po jaką cholerę piec samemu chlebek, skoro można kupić gotowy w piekarni. No cóż. Powiem tak: mimo całego zatrzęsienia różnego rodzaju chlebów w piekarni, warto czasem upiec coś samemu.

Przepis jest bajecznie prosty. Odkryłam go niedawno. Wypróbowałam i byłam zachwycona smakiem tego pieczywa. Może i chlebki nie powalają jeśli chodzi o wygląd, ale są puszyste w środku i długo utrzymują świeżość. Nam bardzo smakują, czego dowodem jest fakt, że w ostatnim tygodniu musiałam je piec aż cztery razy.

SKŁADNIKI:

* 600 g mąki
* 2 łyżeczki soli
* 50 g łuskanych pestek dyni
* 100 g słonecznika
* ok. 25 g świeżych drożdży
* pół litra naprawdę zimnej wody

Do dużej miski przesiać mąkę. Wsypać sól, pestki dyni i ziarenka słonecznika. Drożdże pokruszyć do jakieś mniejszej miski. Wlać do nich pół litra zimnej (nie letniej, a zimnej) wody. Mieszać tak długo, aż drożdże się dobrze w tej wodzie rozpuszczą. Miksturę tą wlać do mąki. Za pomocą drewnianej łyżki wszystko wymieszać na w miarę jednolitą masę (jakies 3 minuty mieszania).
Ciasto będzie dość klejące, ale nie dosypywać do niego więcej mąki.

Ciasto przełożyć do innej czystej dużej miski. Przykryć je od góry folią spożywczą lub jakąś pasowną pokrywką.
I teraz mamy dwa wyjścia:
– albo odstawiamy miskę w jakieś ciepłe miesce i czekamy około 1 – 1,5 godziny aż ciasto wyrośnie
– albo wstawiamy miskę na minimum 12 godzin do lodówki i pieczemy nasze chlebki dopiero w dniu następnym.

Obojętnie na jaką wersję się zdecydujecie, ciasto znacznie zwiększy swoją objętość. Będzie jednak nadal klejące. Dlatego by się nim nie babrać, formujemy chlebki przy pomocy łyżki. Blaszki należy wyłożyć papierem do pieczenia i na to nakładać po kilka łyżek ciasta. Możecie to robić w dowolnej formie: jako mniejsze bułki (wtedy 1 – 2 łyżki ciasta) lub większe lub mniejsze chlebki (wtedy po 3 – 6 łyżek).
Ja nakładałam po 4 łyżki na chlebek i w ten sposób mam ich w sumie 8 sztuk. (Na zdjęciu widoczna jest tylko 1 blaszka.)

Tak utworzone chlebki odstawiamy na jakieś pół godziny, by jeszcze nam nieco urosły lub przynajmniej zaokrągliły nieco kanciaste kształty.

Piec w nagrzanym wcześniej do 180°C piekarniku* przez ok. 25 minut.
Chlebki ciabatta będą po upieczeniu jasne w kolorze, ale zapewniam, że bardzo smaczne.

*) temp. pieczenia: piekarnik z termoobiegiem 180°C, bez termoobiegu 200°C