Bayerische Semmelknödel – knedle bawarskie

Śląskie kluski kartoflane z dobrym sosem, mięskiem i z czerwoną kapustą – taki obiad w moim rodzinnym domu zawsze był na swój sposób świąteczny. No ale kluski nie zawsze muszą być ziemniaczane. Moi faceci cieszą się również na te typowe dla kuchni bawarskiej, robione z bułek.

SKŁADNIKI:

* 6 – 7 bułek z dnia poprzedniego
* 250 ml mleka
* 3 jajka
* 3 łyżki posiekanej natki pietruszki (zamiast pietruszki może być szczypiorek)
* 1 duża cebula
* 50 – 80 g pokrojonego w drobniutką kostkę chudego boczku
* sól, pieprz, gałka muszkatołowa

Bułki pokroić w kostkę i wrzucić do dużej miski. W osobnej misce roztrzepać jajka z mlekiem i miksturą tą zalać pokrojone bułki. Lekko przemieszać i odstawić.
Cebulę pokroić w kostkę i zeszklić na patelni razem z boczkiem. Dodać do namoczonych bułek. Wsypać pokrojoną natkę pietruszki, dobrze posolić, popieprzyć oraz doprawić gałką muszkatołową. Wszystko wyrobić na jednolitą masę. Ciasto powinno mieć taką konsystencje, by dało się z niego bez problemów uformować w dłoniach kulki. Jeśli będzie zbyt suche, należy dolać jeszcze odrobinę mleka. Jeżeli będzie zbyt mokre dosypać nieco bułki tartej.
Z ciasta formować kluski. Ugotować je tak, jak gotuje się pierogi wrzucając do osolonego wrzątku.
Podawać koniecznie z sosem.

Dyniowe kluski ze śliwkami

Właściwie są to trochę odmienione knedle ze śliwkami. Połowę ziemniaków zastąpiłam upieczoną dynią. Dzięki temu kluski zyskały piękny słoneczny kolor. Smakowaly też nieco inaczej. Ponadto w każdą wypestkowaną śliweczką nasypałam nieco cukru. Dzięki temu uniknęłam niespodzianek w stylu zbyt kwaśnych śliwek. Były takie, jakie być powinny. A kluski wszystkim nam bardzo smakowały.

SKŁADNIKI ( na ok. 18 klusek):

* ok. 600 – 700 g śliwek węgierek
* 1 mała dynia Hokkaido (ok. 800 g po oczyszczeniu)
* odrobina oliwy lub oleju
* ok. 1 kg ziemniaków
* sól
* 1 jajko
* mąka ziemniaczana (ilość podam potem, bo będzie na oko)
* cukier

Dynię umyć. Przekroić na pół, wyczyścić środek z ziarenek. Obrać cieniutko ze skórki i pokroić w grubą kostkę.
Blaszkę (taką na cały piekarnik) wyłożyć papierem pergaminowym. Wyłożyć na to kostki dyni i skropić je odrobiną oliwy lub oleju.
Blaszkę z dynią włożyć do nagrzanego do 180°C (termoobieg), 200°C (bez termoobiegu) piekarnika i piec jakieś 15 – 20 minut.

Ziemniaki obrać i ugotować w osolonej wodzie. Zarówno ugotowane ziemniaki jak i upieczoną dynię przecisnąć przez praskę do dużej miski.
Poczekać aż nieco ostygną. W tym czasie można wypestkować śliwki.

Teraz należy nasypać tyle mąki ziemniaczanej, by było jej mniej więcej tyle objętościowo, ile wynosi 1/4 waszych przeciśniętych warzyw. Ja to robię zupelnie na oko. Dodać do tego jeszcze jedno surowe jajko i wszystko ładnie wyrabić na jednolitą, fajną masę. Jeśli będzie się zbyt kleić, można dodać jeszcze nieco mąki ziemniaczanej. Masa na koniec powinna być jednolita i miękka, nieklejąca się do dłoni.

Potem należy już po prostu ukulać fajniutkie kluski owijając każdą śliweczkę tym ziemniaczano – dyniowym ciastem.
Jeśli nie chcecie, by wasze śliwki okazały się po ugotowaniu klusek zbyt kwaśne, można do każdej z nich wsypać odrobinkę cukru we wgłębienie po pestce. Daje to rewelacyjny efekt, bowiem śliwki po ugotowaniu są takie, jakie być powinny. Ani nie za kwaśne, ani nie za słodkie. Ot, w sam raz.

Gotowe kluski ugotować wrzucając do wrzątku.
Podawać z czym tam lubicie.

Ja jadłam moje kluski ze śmietaną, moje dzieci natomiast polane masełkiem i posypane cukrem. No i wszyscy lubimy posypane odrobiną cynamonu.
Mniam

Kluski nadziewane farszem z soczewicy

Kusiły mnie od jakiegoś czasu, by je zrobić na obiad. I zrobiłam. Wbrew moim obawowom moi faceci byli nimi zachwyceni. Nawet mój Daniel, który normalnie nie jada żadnych dan z grochu, fasoli, soczewicy itp, zjadł sporą ilość klusek i je zachwalał. Może dlatego, że kluski ogólnie u mnie wszyscy bardzo lubią. Tak czy siak farsz okazał się być taki smaczny, że z pewnością będę go wykorzystywać jeszcze do innych potraw.

SKŁADNIKI:

na kluski:
* ok. 1000 – 1200 g ziemniaków
* mąka ziemniaczana (ilość podam potem, bo będzie na oko)

na farsz:
* 1 szklanka czerwonej soczewicy
* 1 duża cebula
* 1 duża garść suszonych pomidorów
* 2 łyżki oleju
* 1 niecała łyżeczka domowej vegety
* 1 niecała łyżeczka suszonego cząbru
* sól, pieprz lub chili (niekoniecznie)

Ziemniaki obrać i ugotować w osolonej wodzie.
W czasie gdy ziemniaki się gotują, przygotować farsz.
Soczewicę zalać 2 szklankami wody, dodać cząberoraz vegetę (lub pół łyżeczki soli) i ugotować do miękkości. Odcedzić dobrze na sitku z ewentualnego nadmiaru wody.
Cebule i suszone pomidory pokroić w drobną kostkę.
W głębokiej patelni rozgrzać olej. Wrzucić pokrojoną cebulę i leciutko poddusić. Dodać pokrojone suszone pomidory i znowu podsmażyć przez 2 – 3 minutki. Wreszcie dołożyć do tego ugotowaną soczewicę i dobrze wszystko wymieszać. Woda powinna całkowicie odparować.
Masa jeszcze nieco zgęstnieje jeśli ją odstawimy do ostygnięcia. Suszone pomidory są zwykle wystarczająco słone i dzięki temu farszu nie trzeba dosalać, ale można doprawić pieprzem czy chilli.

Ugotowane i odcedzone ziemniaki przecisnąć przez praskę do dużej miski. Poczekać aż nieco ostygną. Nasypać tyle mąki ziemniaczanej, by było jej mniej więcej tyle objętościowo, ile wynosi 1/4 waszych przeciśniętych kartofli. Wszystko ładnie wyrabić na jednolitą, fajną masę. Z ciasta formować kluski, nadziewając każdą ok. 1 łyżeczką farszu. Ugotować je tak, jak gotuje się pierogi wrzucając do osolonego wrzątku.

Podawać z dowolnym sosem.

Pierogi – ruskie i z jagodami

Dla mojej rodzinki pierogi to prawdziwy rarytas. Możliwe, że to dlatego, iż nie mamy możliwości zakupienia ich w sklepie, kiedy przyszłaby nam na nie ochota. Ale nie ma nad czym biadolić, bowiem moim zdaniem sklepowe pierogi nigdy nie dorównują w smaku takim domowej roboty.

Robienie pierogów jest dla mnie i Kapsla swojego rodzaju miłym wspólnym spędzeniem czasu w kuchni. Aż sama się dziwię dlaczego tak rzadko się na to zdobywamy.
Kapsel zawsze robi ciasto i wykrawa z niego krążki wiercąc przy tym tyłkiem w rytm dobiegającej z pokoju muzyki. Podjada mi farsz z miski. A ja klejąc kolejne porcje pierogów, czasem walnę go łyżką po paluchach.
Zawsze jest dużo śmiechu i jeszcze więcej bałaganu, ale w sumie to są jedne z fajniejszych chwil. Takie właśnie nasze.

Kapsel najbardziej lubi pierogi ruskie, dzieci pierogi z jagodami. Zatem te dwie wersje pojawiły się dziś na naszym stole.

Nie umiem  powiedzieć ile dokładnie wyszło nam tych pierogów. Ani nawet jakie są dokładne ilości składników. Bowiem wieszość jest bardziej na oko. Ale postaram się najlepiej jak mogę to „oko” wam określić.

Ciasto najlepiej robić partiami, a nie na raz duza ilość bowiem wtedy wysycha, albo się robi za twarde. My w każdym razie tak właśnie partiami je robimy.

SKŁADNIKI:

farsz na pierogi ruskie:
* ziemniaki (nie wiem ile, ale tyle ile mieści się w 2 litrowym garnku)
* 250 g twarożku
* 3 cebule
* 3 łyżki oleju
* sól, pieprz

farsz na pierogi z jagodami:
* 1 litr jagód
* 2 łyżki bułki tartej
* 1 – 2 łyżki cukru pudru

na ciasto (na jedną partię):
* 500g mąki
* 1 szklanka gorącej wody
* 3 łyżki oleju
* pół łyżeczki soli

Najpierw należy przygotować farsz.
Do pierogów ruskich musimy ugotować ziemniaki i przecisnąć je przez praskę. Cebule obrać i pokroić w drobną kostkę, a następnie podsmażyć na oleju. Do przeciśniętych ziemniaków dodać twarożek oraz podsmażoną cebulę, posolić je i popieprzyć. Wszystko dobrze ze sobą wymieszać.

Natomiast jagody do pierogów z jagodami nie wymagają specjanego przerobienia. Mieszam jednak do nich bułkę tartą i nieco cukru pudru. Bułka wyłapuje niejako nadmiar soku i tym sposobem nie grozi mi rozwalenie się pierożków w czasie gotowania.

Teraz robimy ciasto po prostu zagniatając wszystkie składniki. Potem z ciasta wykrawamy krążki i heja lepimy pierogi. Nie muszę tu nic tłumaczyć, bo każdy z was wie jak to się robi.
Gotowe pierogi wrzucamy do lekko osolonej do osolonego wrzątku i gotujemy kilkanaście minut. Ja zwykle robię tak, że kiedy wypłyną i zaczynają wrzeć, podlewam je małą ilością zimnej wody. I tak z trzy razy. Po tym czasie są zwykle już dobre.

Nakładamy na talerze i podajemy z czym lubimy.

U mnie się jada pierogi ruskie z podsmażoną razem z boczkiem lub szyneczką cebulką, natomiast pierogi jagodowe ze słodkim jogurtowym twarożkiem.

Zielone choinkowe kluski

Pamiętam, że jak byliśmy dziećmi, to Tato, by zachęcić nas do jedzenia obiadów, przygotowywał dla mnie i dla mojego brata kluski w kształcie kwiatuszków, grzybków i gwiazdek. Nawet takie niejadki jak my, nie mogły się im oprzeć.

Moje dzieci uwielbiają kluski pod każdą postacią. Nie muszę ich zachęcać do ich jedzenia. Ale mam sentyment do takich bajkowych klusek, które na pierwszy rzut oka nie wyglądają jak kluski. Bo przypominą mi to o Miłości, jaką obdarzyli mnie moi Rodzice.

I właśnie z takiej samej miłości robię kluski moim dzieciom. Czasem w kształcie choinek.

SKŁADNIKI:

* ok. 1000 – 1200 g ziemniaków
* 1 brokuł
* 1 szklanka mrożonego groszku
* mąka ziemniaczana (ilość podam potem, bo będzie na oko)
* sól

Można pominąć brokuła i zrobić kluski dodając jedynie groszek. Potrzebne nam są wtedy około 2 szklanki mrożonego groszku.

Ziemniaki obrać, ugotować w osolonej wodzie i przecisnąć przez praskę do dużej miski. Osobno ugotować brokuł z groszkiem. Brokuł z groszkiem ciężko jest przeciskać przez praskę, więc lepiej je zmiksować w blenderze lub przy pomocy nożyka miksera. Zmiksowane dodać do ziemniaków i wszystko wymieszać.

Teraz nasypać tyle mąki ziemniaczanej, by było jej mniej więcej tyle objętościowo, ile wynosi 1/4 waszych przeciśniętych warzyw. W tym celu najlepiej zrobić palcem krzyż na ziemniakach z brokułami i groszkiem, wybrać jedną część, w to miejsce nasypać mąkę. Wymieszać. Ja to robię zupełnie na oko.
Wszystko wyrabić na jednolitą, fajną masę. Masę uformować na placek o grubości ok 1 cm i foremką do ciastek wycinać kluski w kształcie choinek.

Gotowe kluski to już chyba każdy wie: ugotować jak pierogi, wrzucając do osolonego wrzątku.

Jeśli podacie do tego tak jak ja, sos grzybowy i jakieś kotleciki, to wyczarujecie leśny obiad.
Dzieciaki są zawsze zachwycone.

Oma’s Semmelklöße – czyli kluski z bułek

Przepis jest chyba typowo niemiecki. Przynajmniej ja nie spotkałam się z tego typu kluskami w żadnym zakątku Polski. A tutaj w Niemcolandzie Semmmelklöße są znane chyba tak, jak powiedzmy w Polsce kopytka. Gotowe Semmelklöße można kupić oczywiście w większości spożywczych sklepów, ale jednak te domowe smakują najlepiej.

Zrobiłam je wczoraj po raz pierwszy i już teraz wiem, że z pewnością będę robić częściej. Moi kluskolubni faceci byli nimi zachwyceni. W połączeniu z jakimś gulaszem stanowią one znakomity obiad. Kluski te są bardzo sycące, dużo bardziej niż kluski ziemniaczane. Wystarczy dwie albo trzy i naprawdę jesteśmy bardzo najedzeni.

Jeśli macie ochotę na skorzystanie z tego babcinego przepisu, to bardzo wam go polecam.

SKŁADNIKI:

* 8 bułek lub 1 duży chleb tostowy
* 6 jajek
* 500 ml mleka
* 1 – 2 cebule
* 1 łyżka masła
* 1 pęczek pietruszki
* sól, pieprz, gałka muszkatołowa

dodatkowo:
* mleko lub bułka tarta
* odrobina masła

Bułki lub chleb tostowy pokroić w kostkę i wrzucić do dużej miski. W osobnej misce roztrzepać jajka z mlekiem i miksturą tą zalać pokrojone bułki. Lekko przemieszać i odstawić.
Cebulę pokroić w kostkę i zeszklić na łyżce masła. Dodać do namoczonych bułek. Posiekać drobno pietruszkę i również dodać do bułek. Dobrze posolić, popieprzyć, doprawić gałką muszkatołową. Wyrobić wszystko na jednolitą masę. Ciasto powinno mieć taką konsystencje, by dało się z niego bez problemów uformować w dłoniach kulkę. Jeśli będzie zbyt suche, należy dolać jeszcze odrobinę mleka. Jeżeli będzie zbyt mokre dosypać nieco bułki tartej.

Z ciasta uformować coś na kształt małego bochenka. Możemy uformować dwa bochenki.
Czysty ręcznik kuchenny nasmarować na środku lekko masłem, ułożyć na nim bochenek z kluskowego ciasta i zawinąć w rulon. Końcówki ręcznika od góry związać przy pomocy sznurka.
Jeśli najpierw utworzyliśmy dwa bochenki, to oczywiście musimy zrobić dwa takie zawiniątka.

W dużym garnku postawić wodę. Kiedy zacznie wrzeć, należy powiesić nasze zawiniątka np na drewnianej łyżce tak, by były zanurzone w gotującej się wodzie, ale nie dotykały dna. Gotować je w ten sposób na małym ogniu przez około 45 minut.

Po tym czasie wyciągnąć je z wody. Kluski odwinąć z ręcznika, pokroić w plastry i podawać. Najlepiej smakują z gulaszem lub innym mięskiem i oczywiście dużą ilością sosu.
Smacznego.

Kluski ze śliwkami

Sezon śliwkowy jest już otwarty, więc jakże miałabym odpuścić kluski ze śliwkami, tak uwielbiane przez dzieciaki. I nie ukrywam, że przeze mnie również. U mnie nie są to knedle robione z ciasta bez ziemniaków, ale właśnie kluski z ciastem na ziemniakach. Robię bowiem ciasto tak, jak na normalne kluski śląskie i … w takie opakowuję śliweczki.

SKŁADNIKI:

* śliwki (nie mam pojęcia ile, np pół kilo, ile wyjdzie, to wyjdzie a resztę zjecie tak o, po prostu)
* ok. 2 kg ziemniaków
* 1 jajko
* mąka ziemniaczana (ilość podam potem, bo będzie na oko)

Ziemniaki ugotować i przecisnąć przez praskę do dużej miski. Poczekać aż nieco ostygną. W tym czasie można wypestkować śliwki.
Teraz tak: trzeba nasypać tyle mąki ziemniaczanej, by było jej mniej więcej tyle objętościowo, ile wynosi 1/4 przeciśniętych kartofli. Ja to robię zupełnie na oko. Następnie dodać do tego jedno surowe jajko i wszystko ładnie wyrabić na jednolitą, fajną masę.
Potem po prostu „ukulać” w dłoniach fajniutkie kluski owijając każdą śliweczkę tym ziemniaczanym ciastem.
Gotowe kluski to już chyba każdy wie: ugotować, na talerzu podać z czym tam kto lubi i mniam mniam, bez wyrzutów sumienia sobie zjeść.